czwartek, 16 lutego 2017

Pielęgnacja prywatnego lasu

Wraz z kupnem gospodarstwa staliśmy się również właścicielami 1 ha lasu sosnowego. Las ten został posadzony 11 lat temu dzięki funduszom z dopłat z UE. Zgodnie ze wszystkimi wymaganiami leśnej uprawy. Co by nie mówić i jakkolwiek mało wrażliwie by to brzmiało, dla mnie las ma być przede wszystkim użytkowy. Czyli dostarczać opału oraz materiału budowlanego. Inne jego funkcje i zalety, są dla mnie drugoplanowe, choć wcale nie mniej ważne. Każdy ceniący las właściciel, będzie o niego dbał oraz na miejsce wyciętych drzew sadził nowe, jeśli nadal chce czerpać z niego korzyści, a także dla przyszłych pokoleń. Oczywiście nie mówię tutaj o starych i cennych przyrodniczo oraz siedliskowo starych lasach i puszczach. Mówię tutaj o zwykłych lasach, posadzonych ręką człowieka. Człowieka, który sadził drzewa, często z myślą o przyszłych pokoleniach, aby miały własny, dobry materiał dla budowy domu, mebli, narzędzi czy po prostu na opał, którego ciepło zapewnia przeżycie. Taki prezent dla przyszłych pokoleń, które miło wspomną o przodku.



W zeszły piątek po wcześniejszym umówieniu się, był u nas leśniczy. Zadzwoniliśmy do niego, aby nam doradził jak dbać o las. Każdy las prywatny jest objęty nadzorem odpowiedniego w danym rejonie nadleśnictwa. A w razie chęci przeprowadzenia wycinki potrzebna jest zgoda ze Starostwa. W każdym Starostwie jest odpowiadający za lasy wydział, który współpracuje z nadleśnictwami i zawsze można zasięgnąć porady.

Tak więc po przejściu się do lasu i obejrzeniu go, leśniczy stwierdził, że przynajmniej jeszcze 2-3 lata trzeba poczekać na wczesne czyszczenie, znaczy odpowiednie przycięcie i przerzedzenie drzewek. Tak aby las mógł dobrze i zdrowo rosnąć. Na obecną chwilę tylko parę drzewek będzie wymagało przycięcia, znaczy suchych oraz zbyt rozrośniętych u dołu gałęzi. Na kilku przykładach leśniczy dokładnie udzielił nam potrzebnych wskazówek i wyjaśnień. Dbanie o las jest naprawdę proste i każdy może się tego nauczyć. Więcej informacji o pielęgnacji lasu znajdziecie pod tymi linkami:


A teraz puśćmy wodzę fantazji i zobaczmy jak wspaniały las można wyczarować wśród sosen, na suchej i piaszczystej ziemi ;) Taki lasek też mi się marzy:



I jeszcze zdjęcie z letnich wędrówek po okolicznych lasach:


poniedziałek, 9 stycznia 2017

Mroźne dni

Ostatnich kilka nocy był u nas duży mróz, w nocy do -21, a w dzień schodziło do -15. Na szczęście tuż przed nadejściem mrozu ziemia i rośliny zostały okryte białą i puchatą kołderką. Pierwszą czynnością zaraz po obudzeniu było rozpalenie w obydwu piecach. Na wieczór wystarczyło napalić już tylko w jednym, zaczęłam też oprócz drewna dorzucać węgla. Piece spisują się na medal, dobrze grzeją i długą utrzymują się ciepłe, trochę ponad 24 godziny. Choć wiadomo, że jak siarczysty mróz za oknem, to trzeba dłużej palić, żeby dłużej utrzymać domek w cieple, bo wtedy temperatura szybciej spada.

Dzisiaj za oknem już tylko -10 stopni. Według prognozy jeszcze do środy ma być -15, a potem ma przyjść ocieplenie, czyli temperatury w granicach -10.
Po tych pierwszych mrozach w nowym domku wiemy już czego możemy się spodziewać, a także co wymaga naszej uwagi. Tak więc, w tym roku trzeba będzie już ocieplić 2 ściany domku, ściany przylegające do łazienki i po których biegną rury. Pewnym problemem jest też dogrzewanie łazienki, gdyż co tu dużo mówić, łazienka nie posiada żadnego ogrzewania. Jest zainstalowana terma do podgrzewania ciepłej wody, a samą łazienkę ogrzewamy otwierając do niej drzwi. Kiedyś pewnie to pomieszczenie służyło za zimną spiżarkę. Ciągle się zastanawiamy jaki rodzaj ogrzewania będzie najodpowiedniejszy, do kolejnej zimy będzie jeszcze na to sporo czasu ;)
Natomiast mały remont w środku domku udało nam się skończyć w ostatnich dniach jesieni. Zostało nam jeszcze odnowienie drewnianej podłogi, ale to już  musi poczekać na cieplejsze dni, gdzie będzie można dłużej otwierać okna.

Skoro już zaczęłam mówić o pracach budowlano-remontowych, to w tym roku priorytetem są też nowe, bardziej szczelne drzwi wejściowe do domku, przydomowa oczyszczalnia ekologiczna oraz przygotowanie pomieszczeń dla planowanych zwierzaków. Oczywiście dochodzi to tego też urządzenie ogrodu i upraw, a w tym już poważniejsze zastanowienie się nad zorganizowaniem sprzedaży bezpośredniej plonów ze swojego gospodarstwa. Tak by starczało nie tylko dla siebie i najbliższej rodziny, ale także i dla innych chętnych. Podstawy już przez ostatnie lata wypracowałam, powoli nadchodzi czas, aby podejść do tego bardziej zawodowo niż hobbystycznie.

Oczywiście planów znacznie więcej, jednak wolę się skupić na tym co w zasięgu ręki i wzroku, tak by oprócz pracy był też czas na drobne przyjemności i cieszenie się tym co się ma :)









wtorek, 3 stycznia 2017

Klub Pożądanego Nasionka 2016

Wymiana nasionek na forum dobiegła końca. Postaram się wysłać nasionka do końca tego tygodnia, czyli w sumie do czwartku, bo w piątek wypada święto. Paczuszki już naszykowane, pozostaje tylko zapakować do koperty i odwiedzić pocztę. Paczuszki pojadą aż do 22 osób. Jak to dobrze że Ania z Brzeziny Mojej, zaoferowała swój czas i wysiłek jako Centrala, dzięki czemu można się dobrze bawić i cieszyć, nie wydając pieniędzy na tak wiele listów. Wystarczy tylko jeden do Ani, plus opłacenie zwrotnego do siebie :)

Pakowanie paczuszek sprawiło mi sporo radości, która się powtórzy przy odbiorze Waszych nasionek :) W razie jakichkolwiek pytań piszcie komentarze pod tym postem, a jakby była potrzeba to mogę też dorzucić do tego wpisu zdjęcia np. z oznaczonym dokładnie nasionkiem (troszkę łusek i innych "paprochów" w niektórych paczuszkach się Wam trafi). Niech kiełkują i rosną jak najlepiej :)


pojedyncze paczuszki

a tutaj już zestawy dla każdego z osobna, żeby łatwiej było Ani segregować


Pewnie znacie, ale wkleję też tutaj link do pobrania Terminarzu Wysiewu Nasion Kwiatów i Warzyw

http://naogrodowej.pl/katalogi_i_czasopisma



czwartek, 8 grudnia 2016

Ogrodowe inspiracje

Za oknem biało i puchato. Pogoda sprzyja, aby dać się ponieść ogrodowym inspiracjom.
Jedną z nich jest film przygodowo-romantyczny  "Dzika jak natura".
Film jest oparty na faktach autentycznych. Opowiada o młodej architektce krajobrazu Mary Reynolds, która chcąc pokazać wspaniałość dzikiej natury bierze udział w prestiżowym konkursie ogrodniczym Chelsea Flower Show 2002, nie mając z początku żadnych środków finansowych na wykonanie swojego projektu  .....

Więcej szczegółów zdradzać nie będę, zachęcam do obejrzenia ;) Tytuł jest linkiem na stronę, na której można obejrzeć ten film z lektorem.

kadr z filmu Dzika jak natura

Również ciekawą inspiracją może być książka Johanny Paungger i Thomasa Poppe "Żyjący ogród". Jest to książka głównie o uprawach w zgodzie z rytmami księżyca, jednak jest w niej wiele ciekawych wskazówek, które mogą się przydać zarówno początkującym jak i zaawansowanym ogrodnikom. Tak by poprowadzić ogród przyjazny dla środowiska i cieszyć się ekologicznymi plonami. Dosyć ciekawa pozycja napisana prostym i zrozumiałym językiem.

Wiem również, że pod tym tytułem już nie znajdziemy tej książki w księgarniach. Jednak mam dla Was dobrą wiadomość, nakład został wznowiony pod nieco innym tytułem "Ogród tętniący życiem" (tytuł oryginalny niemiecki ten sam). Czy będziemy dokładnie podążać z zawartymi tam wskazówkami czy nie, na pewno jest to tytuł, którym warto się zainteresować. Polecam każdemu miłośnikowi ogrodnictwa :)



Skoro już jesteśmy przy ogrodach przyjaznych dla środowiska to polecam też obejrzeć kolejny odcinek "Mai  ogrodzie". Odcinek z panem Gabrielem, który rekultywuje około 2-hektarową hałdę węgla. Efekty jego pracy są imponujące, wielki podziw. Przy okazji można samemu podpatrzeć jakie rośliny przyjmą się na suchej i jałowej glebie. Bardzo mi się spodobała amfora, planuję posadzić choć jedną sadzonkę.  Chyba jeszcze nie wspominałam, ale zamieniłam gliniasty i lekko podmokły teren na suchą, piaszczystą wydmę ;)



Zapraszam również na wymianę nasionkową na Forum Na Ogrodowej, w której pierwszy raz biorę udział. Wymiana jeszcze aktualna, choć część nasion już "wyszło".


Wrzucę też kilka migawek z mojej śnieżnej krainy. Ciekawe jak długo się utrzyma śnieg tej zimy :)

wschód słońca
 




poniedziałek, 14 listopada 2016

Warto marzyć

Jak do tej pory nie pisałam o ważniejszych wydarzeniach w tym roku, gdyż były wokół tego zarówno problemy, jak i trochę nerwów. Może jeszcze trochę za wcześnie na takie podsumowania, ale był to dosyć szalony rok, pełen pracy i emocji, nie tylko radosnych. Jednak na blogu chciałabym dzielić się z Wami tymi radosnymi chwilami, a jeśli zaistnieją inne wpisy, to chciałbym móc nadać im przynajmniej jeden pozytywny cel lub powód do głębszych przemyśleń.

Wróćmy więc do marzeń. Dla mnie marzenia to plany, ale takie plany które napełniają mnie radością i kiedy je snuję powtarzam sobie po cichutku - ale byłoby cudownie, gdyby to się wydarzyło, żyłabym jak w bajce. I w tym momencie moja wyobraźnia ożywa i choć przez krótką chwilę żyję myślami w tym bajkowym świecie, wyobrażając go sobie coraz bardziej szczegółowo. A potem, jakby to ująć, moje życie zaczyna się układać w dość osobliwy i sobie tylko znany sposób, który i mnie dość często zaskakuje.
Opisując to pokrótce i nie wchodząc w szczegóły, pierwszym naszym wspólnym (moim i S.) marzeniem było zamieszkanie w zacisznym miejscu wśród przyrody, w drewnianym domku z okrągłego bala. Zamieszkaliśmy więc na wsi, na gospodarstwie zostawionym przez moich dziadków, żyjąc skromnie, oszczędzając pieniądze i planując, a także ucząc się w teorii i praktyce wszelakich upraw i hodowli, zarówno roślin jak i zwierząt, jak i innych drobnych, ale przydatnych na wsi umiejętności. Z myślą o budowie niewielkiego domku z bala na przekazanej mi dziadkowej działce, w momencie gdy odłożona ilość pieniędzy na to pozwoli. Byliśmy już na to  przygotowani, na wiosnę 2017 roku. Jednak los chciał inaczej ....

Już na samym początku roku 2016 pojawiło się sporo różnych napiętych sytuacji, niektóre są dość osobiste, więc pozwólcie, że nie będę o nich publicznie pisać. Ich głównym skutkiem było ograniczenie moich ogródkowych planów, jak i spory dyskomfort psychiczny. Zaczęliśmy więc intensywnie przeglądać przeróżne możliwości, nawet takie które z dość błahych powodów wcześniej odrzuciliśmy. Możliwości były, może nie dokładnie takie jakie się chciało, ale pozwoliły nam odetchnąć i zrelaksować się. I wtedy jakieś większe siły zadziałały i całkiem przypadkiem S. w drodze do pracy zauważył przybite na drzewie ogłoszenie - sprzedam drewniany dom. I spisał numer telefonu z nadzieją, że może będzie to fajny drewniany domek, który będzie można przenieść. Zadzwonił i umówiliśmy się na spotkanie. Gdy podjechaliśmy na miejsce i wysiedliśmy z samochodu, było takie ciche "wow", za to w jakim stanie był domek (mimo, że z lat '50) i miejsce, w którym znajdowało się całe to gospodarstwo, tuż pod lasem. A po obejrzeniu wszystkiego, było już totalne zauroczenie :) Naprawdę nie spodziewałam się ze swojej/naszej strony, aż takiego zauroczenia i "iskrzenia", aż dzwoniłam i pisałam do znajomych z pytaniem czy nie zwariowaliśmy ;) Było tam wszystko z naszych marzeń, trzeba było tylko odpuścić niektóre szczegóły, które jak się ostatecznie okazało nie były dla nas aż tak istotne.

Decyzja była więc szybka, już po kilku dniach. Natomiast jak się okazało, zakup już taki szybki nie był, ponieważ wszystko to działo się na początku maja, wraz z wejściem w życie nowej ustawy o obrocie ziemią rolną. W teorii wszystko było ładnie, ale w praktyce ruszyliśmy w lipcu, dopiero jak w życie zaczęły wchodzić przepisy wykonawcze, których brakowało m.in. chociażby wzory odpowiednich wniosków. I dopiero od 25 października (maksymalny czas odpowiedzi, błędy urzędniczek, które wymagały pisania i wysyłania kolejnych sprostowań, wysyłanie listów poleconych, ekonomicznych przez ANR, a niech będzie i jeden plus - panie urzędniczki były naprawdę miłe w rozmowie) udało nam się stać oficjalnie właścicielami swojego wymarzonego, niewielkiego gospodarstwa :) Jedynym plusem całej tej przeciągającej się sytuacji wydaje się być bliższe poznanie byłej właścicielki, która jest naprawdę miłą osobą i wpada od czasu do czasu w odwiedziny na herbatkę i pogaduchy. Choć przyznam się, bardzo chce też pomagać w pracach ogródkowych, mimo problemów z chodzeniem. Są pewne typy kobiet, które są nie do zdarcia, mimo że życie też ich nie oszczędzało ;)

W tym roku również kolejnym etapem naszego życia stało się oficjalne zostanie mężem i żoną. Poniekąd potrzebne ze względów urzędniczych, jednak dla nas było to coś oczywistego od samego początku, co po prostu stało się dopełnieniem formalności, ale to inna, mniej lub bardziej romantyczna, historia ... ;)

  I kilka zdjęć do całej tej opowieści:




.... z każdej strony las


Dodatkowo drobne zmiany na blogu, postanowiłam zmienić tytuł bloga na zgodny z adresem strony. W lewej kolumnie załączyłam możliwość dodania swojego maila, abyście mogli dostawać na niego powiadomienia o nowych wpisach na blogu, co mam nadzieję będzie ułatwieniem dla wielu zabieganych osób. Plus trochę kosmetyki :)

środa, 5 października 2016

Czym karmić pisklęta

U mnie wysiadywaniem jajek i wychowem piskląt zajmuje się kura, więc ostatecznie tylko trochę pomagam.  W pierwszych dniach życia podaję pisklętom śrutę zbożową (lub zamiennie kaszę kukurydzianą i jaglaną) wymieszaną z serkiem jajecznym (lub zamiennie serem twarogowym). Pisklęta potrzebują wysokobiałkowego i wartościowego pożywienia. Dlatego najlepszym zbożem jest kukurydza i pszenica, a białko powinno być pochodzenia zwierzęcego (gotowane jajka, twaróg, maślanka, zsiadłe mleko, mleko odtłuszczone w proszku).

Przepis na serek jajeczny:
Zmieszać w garnuszku jedno jajo i 1/5 szklanki mleka, wstawić na mały ogień i mieszać aż do ścięcia się jaja w mleku (konsystencja jajecznicy). Potem mieszamy ze śrutą lub kaszą zbożową do uzyskania kruchej, sypkiej konsystencji. Można dodać startą marchew lub zielonkę np. liście mniszka, krwawnika, pokrzywy. Pamiętajmy, aby kasze i płatki pęczniejące zawsze podawać po ugotowaniu, nigdy suche i surowe.




Taki serek podajemy do tygodnia czasu, potem powoli zwiększamy udział zbóż w mieszance (śruta, kasze, płatki). Możemy też naszykować więcej "serka" zwiększając proporcje i podawać kilka razy  w ciągu dnia, chowając np. do lodówki, a potem lekko odgrzewając. Jedzenie powinno być podane w temperaturze pokojowej i jak najbardziej świeże. W takiej mieszance serek jajeczny zastępowałam też twarogiem, tak aby pozostała krucha konsystencja.
W pierwszym tygodniu pisklętom podajemy jedzenie co 2-3 godziny, zaczynając jak najwcześniej rano. Chodzi tutaj głównie o mieszanki wilgotne, szybko ulegające psuciu się. Na oddzielnych tackach i korytach można na stale wysypać suchą śrutę oraz oddzielnie wapń, jeśli ktoś obawia się że da za mało jedzenia. W tym miejscu odsyłam też do tabel żywieniowych, takie tabele powinny znajdować się w każdej książce o hodowli drobiu. Można też skorzystać bezpośrednio z "Norm żywienia drobiu" link . Niestety nie znam internetowego źródła takich tabel, gdyż posiadam w formie papierowej.
Może się narażę niektórym specjalistom tym stwierdzeniem, ale uważne obserwowanie zwierząt pozwala na karmienie "na oko", jeśli pozna się podstawy ich żywienia.
Do picia podajemy pisklętom wodę o temperaturze około 20 stopni (letnia). Można też podać delikatny napar z mięty lub rumianku, a w przypadku biegunki kawę zbożową (2 razy bardziej rozcieńczona jak podają na opakowaniu). Taką rozcieńczoną kawę zbożową podaję też co kilka dni zamiast wody, do około drugiego miesiąca życia.

Po tygodniu czasu już jest łatwiej, szczególnie jeśli kwoka jest przy pisklętach. W nawiasie mówiąc, trochę kwoka na tym zyskuje, bo zjada to samo co pisklęta, jednak nie rusza ich jedzenia  w nadmiarze, zadowalając się śrutą zbożową (kolejny powód postawienia oddzielnego korytka ze śrutą). Natomiast pisklęta i tak nie zjedzą niczego co będzie za duże dla ich dzioba.
Jedzenie nie musi być już tak rozdrobnione jak na początku:


ser twarogowy z kaszą jaglaną i kukurydzianą





pisklętom można też podawać wyparzone i drobno zmielone skorupki jaj (stałe i oddzielne korytko)

Jak widać zwiększamy po prostu udział zbóż i częstotliwość karmienia spada. W drugim tygodniu wystarczy sześć razy dziennie, w 3-4 tygodniu cztery razy dziennie. W moim przypadku po tygodniu czasu dochodzi też bonus w postaci wybiegu. Jak dla mnie nie ma lepszego sposobu odchowu piskląt jak pozostawienie tego kurzej mamie :) Na koniec dla przypomnienia link do wpisu o żywieniu dorosłych kurek http://wedrujacaradosc.blogspot.com/2015/02/naturalne-zywienie-kur.html



Ucieczka poza wybieg ;)




środa, 20 lipca 2016

Wieści z ogródka - cz.2

Zdjęcia aktualne, wczoraj robione. Jak widać pogoda ostatnio u nas pochmurna i deszczowa, od jutra zapowiadane jest już słoneczko i ocieplenie. Ostatnio z  pisaniem postów mam podobnie jak Bazylia, która opisała to w sam raz w swoim nowym poście KLIK    ;)

Najpierw grządka na byłym wybiegu kurek, dyniowate rozrosły się w najlepsze, bardzo dobry rok dla nich:




dynie Hokkaido lubią piąć się do góry

sałatkowy Topaz, rosnący w gruncie




ogórek Dar, do kiszenia








Przed foliakiem:



I pod folią:



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...