poniedziałek, 15 grudnia 2014

Nie ma gotowych rozwiązań

Nie ma gotowych rozwiązań, szczególnie jeśli chodzi o ogrodnictwo. Trzeba dużo czytać, szukać informacji, a przede wszystkim wyciągać wnioski z własnych doświadczeń i prób w tym zakresie. Bardzo dobrze jest też podglądać naturę i w niej szukać inspiracji i odpowiedzi. Po prostu trzeba myśleć samodzielnie, a nie domagać się gotowych ideologii, bez wysiłku podanych na srebrnej tacy. Najlepiej jeszcze uduchowionej tacy, z gwarancją sukcesu ;)
Dlatego cenię sobie prostych ogrodników takich jak Sepp Holzer, Masanobu Fukuoka, Akinori Kimura, Maria Thun i wielu innych, którzy nie są aż tak znani. Jedynie czasem o małą zgryzotę przyprawiają mnie ich "wyznawcy", bo trudno takie osoby nazwać tylko fanami czy zwolennikami. Niestety nawet w dziedzinie ogrodnictwa niektórzy ludzie zamieniają proste idee w ortodoksyjne ideologie. Co nimi kieruje, nie mam pojęcia i nie zamierzam się nad tym zastanawiać. Wolę pisać o prawdziwych działaniach.

Tak więc co takiego uczynili ci prości ogrodnicy, że zyskali sobie mnóstwo fanów, a także powszechne uznanie i szacunek w dziedzinie ogrodnictwa i rolnictwa? A no nic bardziej prostego, jak spędzenie wielu godzin, dni, miesięcy na obserwacji naturalnych procesów zachodzących w przyrodzie, w swoim miejscu zamieszkania z charakterystycznymi dla niego cechami typu - klimat, rodzaj gleby, itp., a także biorąc pod uwagę mikroklimat konkretnej działki i wiele innych szczegółowych czynników środowiska przyrodniczego, w tym florę jak i faunę. A następnie poświęcili kilkanaście, nawet kilkadziesiąt kolejnych lat prowadząc własne doświadczenia, polegające na zastosowaniu tych naturalnych procesów w uprawie najróżniejszych roślin - warzyw, owoców, ziół, kwiatów. W staraniach tych wszystkich osób można dostrzec chęć bycia samowystarczalnym, a także dzielenia się najwyższej klasy żywnością z innymi. Tworząc na swych ziemiach samowystarczalne ekosystemy, stają się wolnymi ludźmi potrafiącymi sami tworzyć swoją przyszłość, swoje szczęście.
Wiele ich metod zyskało nowoczesne, czasem tajemniczo brzmiące nazwy np. permakultura, biodynamika, allelopatia, itd.. Pewnie jeszcze nie jedna taka nazwa powstanie. Jednak przy ich bliższym poznaniu okazuje się, że metody te wykorzystują procesy zachodzące w przyrodzie od początków jej istnienia. Każdy samodzielnie mógłby te procesy zaobserwować, mimo wszystko uważam, że watro korzystać z doświadczeń innych oraz wymieniać się nimi z innymi ogrodnikami. W końcu człowiek to zwierzę towarzyskie ;) A także dlatego, że każda działka, okolica ma swój własny mikroklimat i jedne metody pasują, a inne nie. Nie mówiąc już o tym, że każdy ma też swoje upodobania dotyczące pracy w ogrodzie. Najistotniejsza w tym wszystkim jest jakość takiej żywności, która powinna być zdrowa i naturalna.
Dlatego nie ma gotowych rozwiązań, jest zbyt wiele zmiennych czynników, które trzeba brać pod uwagę w każdym pojedynczym przypadku oddzielnie. Nikt za nas tego nie zrobi, no chyba że ma się sporo pieniędzy na specjalistów, ale moim zdaniem ogród wtedy traci osobisty urok. Jednak nie martwcie się, wiele tych metod ma wspólne i uniwersalne podstawy. Dlatego warto je poznawać, przemyśleć wszystko i działać. A następnie wymieniać się swymi doświadczeniami :) Bo to dopiero praktyka, często metodą prób i błędów, daje prawdziwe doświadczenie, z którego nawet i inni mogą skorzystać. W myśl przysłowia " Mądry uczy się na cudzych błędach, głupi na własnych" :P A tak na poważnie, to i na cudzych sukcesach też się sporo można nauczyć, a błędów nie popełnia ten co nic nie robi ;)

środa, 10 grudnia 2014

Filmy o uprawie bez pestycydów i przyszłości rolnictwa

Na dworze mroźno, wietrznie i trochę wilgotno. Jeszcze ani razu śniegu nie mieliśmy, oprócz może 3 razy, gdzie zaraz po spadnięciu na ziemię topił się. A w najmroźniejsze noce było -8. A tak to koło 0 się trzyma, raz kilka stopni na plusie, raz na minusie. Jak na razie jest to łagodna zima. Najbardziej jednak ta wilgoć dokucza, przy której szybko człowiek marznie. Mam też teraz trochę więcej wolnego czasu, z racji braku zajęć ogródkowych. I tak zamiast napisać kilka zaplanowanych postów, poświęcam ten czas na dokształcanie się we wszelakich interesujących mnie dziedzinach, w większości jednak ogrodniczych ;) Tak więc czytam książki, czasopisma, artykuły, oglądam filmy i filmiki, a także już powoli rozmyślam i planuję działania na przyszły rok. Przy czym korzystam ze źródeł papierowych, jak i wszelakich stronek internetowych, blogów. Ogólnie rzecz biorąc nabieram inspiracji i motywacji. Jak i zbieram siły, zarówno fizyczne jak i psychiczne, do tych działań ;)

Poniżej podaję kilka linków - ostatnio oglądanych przeze mnie filmików, niektórych nowych, niektórych dla przypomnienia. Jeśli i Wy macie jakieś ciekawe linki, to podajcie je w komentarzach :)

Rozwiązania lokalne na globalny bałagan, napisy PL
Więcej niż miód Lektor PL (tutaj akurat trzeba prawie na sam dół strony zjechać, aby obejrzeć film na niej bez pobierania)

Sepp Holzer - Środowisko wodne PL
Sepp Holzer - Równiny i obszary górskie PL
Sepp Holzer - Różnorodność gospodarcza w regionie Alp - ogród PL

"Osada RAJ" - zdrowe życie - NAPISY pl

Anna i zwierzęta - sztuka porozumiewania się ze zwierzętami
Filmik ten przypomniał mi o czytanych kiedyś artykułach o Kirsten Helming, dunce potrafiącej rozmawiać ze zwierzętami, która przyjeżdża też co jakiś czas do Polski prowadzić warsztaty. Tutaj kilka zebranych artykułów o niej http://www.wrozka.com.pl/component/content/?view=tag&id=706

I coś lekkiego, przyjemnego na koniec ;)
Żona bogini

czwartek, 20 listopada 2014

Olej z dziurawca dobry na nerwobóle

Tak się ostatnio złożyło, że jakie 2 tygodnie temu przeziębiłam sobie nerw trójdzielny, zwany inaczej twarzowym. Do tego doszło małe nadwyrężenie części szyjowej kręgosłupa, no i ból połowy twarzy, szyi, karku i barku gotowy . W sumie żadnych innych objawów nie ma, żadnej opuchlizny czy czegoś podobnego, tylko niemal ciągłe uczucie jakby ktoś raził prądem ;) Wiele osób przez takie nerwobóle straciło zęby, np. mój dziadek. A to dlatego, że pierwszą myślą przy tej dolegliwości jest to, że to przez zęby, więc bez większego żalu były dawniej od razu wyrywane, tylko niestety po tym zabiegu ból nie przechodził. Oczywiście nie mówię tutaj o przypadku, gdzie rzeczywiście nieleczony lub źle zaleczony ząb może wywołać zapalenie nerwu trójdzielnego. Trzeba znać swoje ciało, a także wyeliminować różne możliwe przyczyny zapalenia tego nerwu, między innymi takie jak uciskający na nerw tętniak, guz czy narośl kostna, zanim przejdziemy to tej pospolitej przyczyny, znaczy przewianie i przeziębienie go.
Tak więc, ja swój nerwoból przezwyciężyłam dzięki nieocenionemu, własnej roboty olejowi z dziurawca, zanczy jego wcieraniu w obolałe miejsca, delikatnym masażom i małej gimnastyce (głównie rozciąganiu wszelakich mięśni). I żeby było uczciwie,  w pierwszym tygodniu także tabletce przeciwbólowej, kiedy stawał się nie do zniesienia, przeważnie późnym popołudniem, czasem w nocy. Można także połączyć masaż z wcieraniem olejku z dziurawca w skórę. Przyjemne z pożytecznym ;)
Przepis na olej z dziurawca jest niezwykle prosty. Ten z którego korzystałam: zebrać płatki dziurawca zwyczajnego, ugnieść w słoiczku do ok 3/4 wysokości, tak żeby puściły trochę soku i zalać do pełna dowolnym olejem (ja akurat miałam pod ręką olej z pestek winogron). Następnie postawić w nasłonecznionym miejscu na 2 tygodnie, codziennie wstrząsając lekko słoiczkiem,przecedzić przez gazę i gotowe. Trochę ze wstydem przyznaje się, że użyty przeze mnie olej dziurawcowy był sprzed dwóch lat, mimo to nadal zachował skuteczność. Wiem też, że przepisów na przygotowanie jest kilka i następnym razem po kolei mam zamiar je wypróbować, co by sprawdzić różnicę.
Jak kogoś temat bardziej interesuje to odsyłam do poniższych stron. Tam jest wszystko dokładnie i naukowo wyjaśnione. A także podane inne dolegliwości, na które dziurawiec pomaga :)
http://rozanski.li/?p=1012
http://www.majortree.home.pl/krystynanosal/?art=4
http://drogadosiebie.pl/ziola/dziurawiec-zwyczajny-zastosowanie-i-wlasciwosci/


A Wy na jakie dolegliwości stosowaliście lub stosujecie, z powodzeniem i wyraźnym skutkiem, olej z dziurawca?



niedziela, 26 października 2014

Sesja zdjęciowa Arika

Po ostatnim poście zostałam zapytana:
- A gdzie Ari?
- Nie ma, nie mam żadnych fotek z nim z lata
- To koty fotografujesz, a Arika nie?
No i wyszło, że jestem kociara ;) Co prawda Ari, zwany również Arik, nie jest naszym psem, ale tak jakoś wyszło, że obecnie to ja go karmię i się nim zajmuję. Trzeba było więc zrobić sesję zdjęciową i pokazać jakim fajnym piesem jest :)

Przede wszystkim wesoły, rozbrykany i szczekliwy, czyli po prostu wulkan energii 






I jak, na którym zdjęciu model wyszedł najlepiej?

No przestań już robić zdjęcia temu psu, lepiej weź mnie na rączki ... Zobacz jakie puszyste futerko na zimę przygotowałem i jaki mięciutki jestem

poniedziałek, 20 października 2014

Zwierzaki

Także i zwierzaki korzystały w pełni z lata, wygrzewając ile się da w ciepłych promieniach słońca :)




Seniorka rodu, całkiem niepoważna jak na swój status ;) Mama pierwszego powyżej na zdjęciu kiciusia i babcia trzeciego

Kaczusie w pełni się opierzyły, stając się śnieżnobiałe. Chyba, że pada deszcz, to wtedy najlepszą zabawą jest taplanie się w błocie :)



Z naszej łąki korzystały też krowy pewnej starszej, bardzo pracowitej pani, w zamian za pyszne mleko od czasu do czasu:



wtorek, 14 października 2014

Wspomnienie lata - zbiory

Jeśli chodzi o zbiory to były obfite, sporo zapasów na zimę zrobiliśmy, głównie słodkich i zamkniętych w słoiczkach i butelkach ;) O smaku porzeczkowym, jabłkowym, malinowym i truskawkowym. Pyszne truskawki dostaliśmy od Utygan, nasza plantacja jeszcze malutka i do słoików już nie starczyło ;) W tym roku mieliśmy też gruszki, ale również na próbę. U nas jabłonki oraz grusze i śliwki obficie owocują co drugi rok i to jeszcze na zmianę, tak więc tym roku było pełno jabłek. Natomiast na naszych wiśniach nie było w tym roku nic a nic owoców. Był to dosyć wilgotny rok i wszystkie wiśnie chorowały. A inne drzewka i krzewy owocowe, które sadziliśmy jeszcze potrzebują czasu na wejście w owocowanie.

Czerwona porzeczka
Czarna porzeczka

Ten rok jest rokiem zupy botwinkowo-buraczkowej. Botwinka jeszcze jest, z nasionek które dostałam w wymianie od Mamalinki, ładnie rośnie i na jedną lub dwie porządne zupy będzie. Natomiast buraczki poszły wszystkie, nie było ich na tyle co by zapas na zimę zrobić.



W tym roku mieliśmy też pod dostatkiem wszelakiej sałaty i zieleniny:


Z pomidorków natomiast niewiele było, zaledwie kilka sztuk zanim choroba grzybowa wszystkie zabrała. Na szczęście sytuację uratowały koktajlówki w kilku odmianach oraz zapas jeszcze dwudziestu paru pół litrowych słoików przecieru pomidorowego z zeszłego roku ;)


Słodka w smaku odmiana "Black Cherry"

Papryki również wydały obfity plon, zarówno ostre jak i słodkie:


Było też kilka dyń arbuzów i melonów, co prawda niewielkie owoce, ale za to dosyć smaczne i aromatyczne:



Również wysiany z ciekawości rodzynek brazylijski wydał przyzwoity plon. Ma on charakterystyczny lekko słodki smak. Trochę dziwny, ale smaczny:


A co do charakterystycznych i wyraźnych smaków, kto zgadnie do zrobienia czego służą poniższe składniki? Oczywiście jednego głównego nie ma na zdjęciu, od razu byście odgadli ;)

Liście czarnej porzeczki, wiśni, koper, chrzan, czosnek - tego samego używała moja babcia, potem mama, a teraz ja
Na koniec pozostało mi jeszcze wspomnieć coś o zbiorach owsa, gdzie rok ten okazał się tragiczny dla większości upraw zbóż w mojej okolicy. Wiele zboża nie zostało w ogóle zebrane,  przez utrzymujący się bardzo wysoki poziom wód i opady w tym roku, ludzie nie byli w stanie wjechać w pole i nie ugrzęznąć. A ci co zebrali, mają zboże kiepskiej jakości, w tym i my. Było bardzo późno zebrane, w pierwszej połowie września i to będzie cud jeśli całe nie zgnije, bo część już spleśniała, ale wujo się uparł żeby zwieźć wilgotne, mimo że nie mamy warunków do dobrego dosuszenia takiego zboża. No cóż poradzić, bywa i tak. Za to jest jeden plus, mamy bardzo dobrej jakości słomo-siano ekologiczne. A dlaczego słomo-siano, bo zboża nie pryskamy, pozwalając mu rosnąć z chwastami :) Oczywiście żniwa były różne, bo u nas w okolicy są takie małe górki i doliny (bardziej wzniesienia i dołki) i z tą wilgotnością ziemi różnie bywa, zależnie od miejsca. Mimo wszystko żniwa odbyły się w dobrą i ładną pogodę (mimo, że termin opóźniony), słoma dobrze doschła, więc się ją sprasowało w kostki i zebrało. Idealna ściółka dla zwierząt, jak i dla mojej przyszłej planowanej uprawy grzybów na słomie. Mamy też wystarczający zapas owsa i pszenżyta z zeszłego roku, więc jest dobrze, nie musimy dokupywać. A zebranej słomy starczy na ścielenie naszego małego kurnika przynajmniej na 3 lata. Tak to jest z uprawą ziemi i ogródka, trzeba postawić na różnorodność i jeśli się da to zrobić zapasy na 2 lata lub dłużej. I tutaj wkrada się kolejna ważna dziedzina wiedzy, którą dopiero zgłębiam, a mianowicie - odpowiednie przetwarzanie i przechowywanie plonów ;)

Podczas zbierania kostek słomy. Ja prowadziłam, Sebastian zarzucał na wóz, a wujo układał. Potem z woza przerzucili ją na poddasze obory, gdzie jest sucho i przewiewnie, a następnego dnia na spokojnie je ułożyłam

wtorek, 7 października 2014

Wspomnienie lata

Lato już za nami, wiele planowanych postów nie zdołałam napisać, więc postanowiłam w ogólnym zarysie podzielić się z Wami latem ;) A planowane, tematyczne posty powoli nadrobię jesienno-zimową porą. Tak więc zaczynam kwiatowo:

Chaber
Jeżówka
Słonecznik jadalny
Łąka na naszej ziemi siedliskowej ;)
Łąka na naszej ziemi siedliskowej ;)
Uprawiany przez nas owies
 Poniżej moja jedyna w tym roku zaplanowana rabata kwiatów jednorocznych, wokół szklarni foliowej:



Składająca się z dalii, astrów, mieczyków i kilku odmian bazylii, w tym dobrze widocznej na zdjęciu - purpurowej. Ponieważ kwiaty urosły i kwitły ponad moje oczekiwania, już na przyszły rok planuję więcej takich kwiatowo-ziołowych rabatek :)
Sporo różnych ziół udało mi się też w tym roku ususzyć, w tym moją ulubioną odmianę bazylii, bazylię cynamonową:


Większość ziół suszyłam w pęczkach, na sznurkach rozpiętych nad naszym piecem, a kwiaty i mniejszje zioła w przewiewnym wiklinowym koszyku:



Pod koniec sierpnia wybraliśmy się na Świętokrzyskie Święto Pszczoły do Bałtowa (od nas 17 km drogi), gdzie można było spotkać bardzo wielu pszczelarzy, a także zaopatrzyć się w najróżniejsze produkty pszczele, jak i również wszelakie specyfiki z ich udziałem. W bałtowskim Parku Jurajskim stałą, dosyć ciekawą ekspozycją jest również skansen pszczeli:


 Tak więc lato mijało spokojnie i pracowicie :)

Widok na gospodarstwo i sad od strony pola

Ciąg dalszy "wspomnień lata" nastąpi w kolejnym poście.

piątek, 29 sierpnia 2014

Wyposażenie kurnika

O budowie kurnika pisałam już wcześniej, dla przypomnienia daję LINKA. Teraz pokrótce skrobnę o jego wyposażeniu. Jest tego niewiele:
- pojemniki do zadawania paszy i wody
- grzędy
- gniazda
O ile jest tego niewiele, to sposobów wykonania tych elementów jest już znacznie więcej, zależnie od funduszy, wyobraźni czy tego co akurat będziemy mieć pod ręką. Do pojenia i karmienia mogą posłużyć wszelakie pojemniki, tacki, korytka, miski, przecięte na pół opony itp. dostosowane tylko rozmiarowo do wieku, wielkości zwierząt, by mogły bez żadnego problemu sięgnąć po karmę czy wodę. Tak więc zaczynamy od niskich tacek, a z wiekiem wymieniamy je na większe i wyższe. Dobrą wysokością brzegu pojemnika jest wysokość grzbietu ptaka. Jeśli chodzi o pokarm suchy pojemniki i korytka mogą być drewniane, natomiast do zadawania paszy wilgotnej i wody lepiej sprawdza się metal czy plastik, czyli coś co nie chłonie wilgoci i łatwiej jest czyścić z wilgotnych resztek. Ważne jest także, aby długość brzegu pojemników starczyła na raz wszystkim ptakom, ponieważ w stadzie panuje hierarchia ważności i żeby nie było sytuacji, że to co "najlepsze" wyjadły silniejsze ptaki, a resztki zostawiły pozostałym. Przeważnie na jedną dorosłą kurę (zależnie od rasy) starcza 15 cm brzegu, czyli na 30 kur będzie to 450 cm. Więc można zrobić jedno duże karmidełko o długości 225 cm (dostęp do brzegu z dwóch stron) lub dwa mniejsze, aby łatwiej było je przenosić i czyścić. Natomiast jeśli kury mają dostęp do określonego rodzaju paszy czy wody cały czas, to wtedy wystarcza nawet 2 cm brzegu na jedną kurę. Do tego najwygodniejsze są pojemniki automatyczne lub półautomatyczne, z systemem dozowania paszy, wody. Po prostu trzeba stale uzupełniać zawartość pojemnika. Wtedy patki piją i jedzą na zmianę odchodząc i przychodząc do nich w ciągu całego dnia. Automaty i półautomaty są też wygodne, ponieważ woda i pasza w nich nie ulega zabrudzeniu i dzięki temu wytrzymują dłużej bez czyszczenia. Oczywiście, aby chronić przed zabrudzeniem zwykłe korytka można na nich instalować różne kratki czy pręty tzw. zrzutki, bo "zrzucają" ptaki z korytek, uniemożliwiając im wchodzenie do nich i grzebanie w paszy. Ciekawe są też regulowane systemy karmienia i pojenia z podwieszanymi pojemnikami, które lepiej chronią przed zabrudzeniem rozgrzebywaną ściółką. Jeszcze dodam, że korytka na pasze znajdujące się na wybiegu powinny mieć daszki, jako ochrona przed deszczem.
Nowością są też elektryczne systemy z całkowicie automatycznym zadawaniem paszy i wody dostosowane do małych kurników, do obsady do 100 sztuk (zależnie od modelu). Oczywiście nowością nie są te systemy same w sobie, ale to że producenci takiego sprzętu zaczęli myśleć o małych hodowlach pozafermowych. Automaty i półautomaty są dobrym rozwiązaniem dla osób, które nie mają zbyt wiele czasu lub sił, aby zajmować się zwierzętami, a chciałyby. Tak więc każdy znajdzie coś dla siebie, zależnie od swoich możliwości. A tutaj taki ogólny zrzut grafiki z google z karmidłami i poidłami, tak poglądowo, bo naprawdę jest tego dużo.



O grzędach i gniazdach to co najważniejsze już napisałam we wcześniejszym poście o budowie kurnika. Co do gniazd dodam jeszcze, że powinny być w zacisznym i bardziej zacienionym miejscu, wtedy kury są spokojniejsze i chętniej z nich korzystają. Jedno gniazdo wystarcza dla 5-6 kur. Taka budka gniazdowa powinna być do 1 m nad podłogą oraz mieć tzw. naskocznię, ułatwiającą kurom wskakiwanie do gniazd (na zdjęciu poniżej-ta odstająca listewka na dole).  I jeśli nie chcecie sprzątać co trochę daszku z kurzych odchodów, to zróbcie go bardziej stromego z jednym spadem, nie tak jak na zdjęciu :P


A coś co wiemy, że będzie zjedzone w miarę szybko i w całości, to można rzucić (najlepiej jednak na wybieg) na ziemię, pomijając wszelkiego rodzaju korytka, też będzie smakować ;)



poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Orzeszki cedrowe z Vrbov'a

Wydłużony o jeden dzień świąteczny weekend spędziliśmy bardzo relaksacyjnie i zdrowotnie, a mianowicie w źródłach termalnych w Słowackiej miejscowości Vrbov. Woda w nich wydobywana jest z głębokości 2 km i przy ujściu osiąga 65 stopni ciepła, dlatego też musi być chłodzona, aby nadawała się do kąpieli. Jest to wysoce mineralna woda, która działa zbawiennie na układ ruchu, układ nerwowy, oddechowy i sercowo-naczyniowy. Pewnie bym o tym nie wspominała na blogu, gdyby nie fakt, że na terenie kąpieliska rośnie całkiem sporo sosen. Ale nie takich zwykłych sosen, ale sosen limb, przez niektórych zwanych cedrami syberyjskimi (nazewnictwo potoczne ludności rosyjskiej, ukraińskiej). Nasiona z tej grupy sosen - sosna limba, syberyjska, koreańska i pinia- są jadalne i mają postać małych orzeszków. Zbieranie tych nasion jako pokarmu ma długą historię i sięga nawet czasów prehistorycznych. W okresie zimowym nasiona sosen stanowiły miejscami podstawowe źródło pożywienia, głównie na Syberii. Popularne były również swego czasu w Norwegii, a także w naszych Tatrach. Obecnie sosna limba i jej kuzynka syberyjska wracają powoli jako drzewo uprawne na orzeszki, a to głównie dzięki książkom Władimira Megre, o syberyjskiej pustelnicy Anastazji. Przedstawia w nich cedry syberyjskie jako drzewa o wspaniałych właściwościach leczniczych, co potwierdzają nawet współczesne badania naukowe. Z młodych pędów i żywicy wytłaczano w przeszłości u nas w Polsce tzw. balsam karpacki (olej limbowy), stosowany do produkcji nalewek (zastosowanie zew. i wew.). W medycynie ludowej stosowano też korę, popiół i nasiona. Jeśli kogoś bardziej ten temat interesuje to odsyłam do Wikipedii, a także poniższych linków:
 http://tpn.pl/poznaj/rosliny/limba-krolowa-tatrzanskich-borow
 http://www.anastazja.org/cedr.php

Pochwalę się też przywiezionymi skarbami, które to zauważył Sebastian i nazbierał. Nikt nam uwagi za to nie zwrócił, co najwyżej niektórzy mogli się dziwnie patrzeć na ludzi zbierających szyszki z ziemi, wydłubujących jakieś małe nasiona i jedzących je ;)

Wyłuskane nasionka zmieszane jeszcze z łuskami, kilka szyszek zostawionych dla ozdoby i cudownej żywiczej woni, a także "puste" szyszki, które zdecydowałam się zostawić i przerobić na coś w rodzaju kadzidełka 
 



Uzyskaliśmy 400 g nasionek, które Sebastian cierpliwe z szyszek wydobył. Część z nich, najbardziej dojrzałych, znaczy największych i mocno wybarwionych, zostanie przeznaczona do wysiewu, a część do jedzenia :)



Ktoś zna najlepszy sposób na wykorzystanie łusek i "pustych" szyszek? Ewentualnie jak przerobić je na kadzidło? Suszone zioła ładnie się tlą, dając aromatyczny dym, natomiast z szyszkami jeszcze nie próbowałam ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...