piątek, 10 stycznia 2014

Nasze początki

Nasza wspólna przygoda ze wsią zaczęła się latem 2010 roku. Oboje po studiach, bez pracy postanowiliśmy zamieszkać w zaniedbanych gospodarstwie po moich dziadkach. Z odłożonej niewielkiej kwoty pieniędzy odremontowaliśmy pokój, taką mieszkalną przybudówkę z piecem przy oborze. Zwierząt od dawna już nie było w gospodarstwie. Wraz z odejściem babci,potem dziadka nie było osoby, która mogłaby się nimi odpowiednio zająć. Moi rodzice wybrali życie w mieście, co prawda niecałe 30 km stąd, jednak to za daleko. A wujo, brat mojej mamy, jest chory i żyje z renty. I mimo, że lubi życie na wsi, gospodarką zajmować się nie chce. Ale czasem nam pomaga, doradzi co nieco, w końcu dzielimy to samo podwórko i mieszkamy obok siebie. On w swoim domu, a my u siebie na oddzielnym :) I my jemu też w niektórych sprawach pomagamy.

Kilka zdjęć z remontu :
Przed:



















W trakcie:
























Po remoncie:



















Tak to wyglądało w 2010 roku. Teraz jest tak samo, tylko trochę więcej mebli nam przybyło. Mamy prąd, wodę ciągniemy wiaderkami ze studni, a ubikacja to zwykły wychodek na podwórku (hehe, tak zwana toaleta kompostowa). I za nic bym tego nie zamieniła na mieszkanie w mieście z "wygodami".
Na dzisiaj tyle. A w następnym poście napiszę trochę o naszych planach w tamtym czasie, jak i obecnych dotyczących gospodarstwa.

13 komentarzy:

  1. Dostrzegam koc, czy też narzutę, z końmi ;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahhaha Aldona ty to wszędzie dojrzysz te swoje konie ukochane :D

      Usuń
  2. Chciec to moc! Wykonaliscie kawal roboty i najwazniejsze, ze macie swoje miejsce. Czekam na dalsze opowiesci - pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. wwwooowwww, wielki szacun :)

    my zaczęliśmy od kibelka i pralki. może też dlatego że na początku miałam dość długo być sama z maluszkami.
    ciekawa jestem waszych planów. pisz pisz!
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Też chętnie poczytam o Waszych zmaganiach. Mam nadzieję, że nie wyrzuciliście tego pięknego stołu z wygiętymi nogami :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W stole niestety zarówno blat jak i nogi podjedzone przez korniki czy inne owady. Teraz stoi u wuja w garażu i robi za coś w rodzaju szafki ;)

      Usuń
  5. Ale fajnie, że zostawiliście piec!!!!! U nas już był rozebrany. Szkoda;)
    Życzę wielu sił, ale to wciąga, prawie tak samo jak blogowanie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki piec to coś wspaniałego, jeśli dobrze wykonany przez zduna. Myśmy o tyle szczęścia mieli, że tylko trzeba było kilka małych dziur załatać i tynk od nowa położyć. Wciąga, wciąga ;)

      Usuń
    2. To prawda, coś wspaniałego. Bardzo żałuję, że go nie posiadam :(

      Usuń
  6. Przemalujcie te sciany bo oczy bola.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nas nie bolą, nawet nam się podobają ;) W końcu to my tu mieszkamy i widzimy je codziennie. Na zdjęciu zresztą odcienie wyszły minimalnie inne jak w rzeczywistości są.

      Usuń
    2. podobny kolor mamy w pokoju u dziewczyn i w sypialni. ja też lubię takie odcienie. a wiesz, ponoć fiolety mają działanie "oczyszczające" .

      Usuń
  7. co komu do domu jak nie jego ??? anonimy zawsze wygadane - kuro ignoruje takie teksty.
    A ja głupia 15 lat temu wyburzyłam taki piec - miałam inna koncepcje na życie. W końcu dorosłam i teraz żałuje.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...