poniedziałek, 13 stycznia 2014

Plany

Na początek muszę przyznać, że plany póki są jeszcze planami wydają się proste i łatwe do zrealizowania. Tak więc po remoncie zaczęliśmy się szykować do zimy, już w lato robiąc masę przetworów w słoikach oraz zaopatrywać się w drewno na opał. Pierwszy plan był prosty, jak najmniejszym wydatkiem przeżyć, póki nie znajdziemy stałej pracy oraz powoli wcielać w życie plan gospodarstwa ekologicznego. Tak więc było wysyłanych mnóstwo CV, kilka rozmów i nic z tego nie wynikło. Plan spalił na panewce w momencie, kiedy Sebastian w marcu 2011 roku prawie pozbawił się kciuków podczas heblowania desek. Trochę odpuściliśmy, przez pierwsze 2 miesiące po tym wypadku musiałam ciągle być przy nim, aby mu pomagać w najzwyklejszych czynnościach. Ta wiosna i lato były rozstrzygające dla naszego życia na wsi. Nie było łatwo, ale daliśmy radę. Nawet rodzice trochę zaczęli nam pomagać, chociaż nie akceptowali naszego wyboru. Tak więc postanowiliśmy się skupić na gospodarstwie, na którym mieszkaliśmy, trochę zaniedbując nasze Siedlisko.
Przygotowaliśmy kurnik - w sumie już szopka stała, trzeba było tylko dach papą pokryć, wstawić grzędy i gniazda. Nabyliśmy 40 kurek ogólnoużytkowych - dla jajek, mięsa oraz nawozu pod ogród ;) Co prawda kilka warzyw wysiałam, ale marne plony pierwszego roku były. Także z pozostawionym przez dziadków sadem trzeba było zrobić porządek. Przede wszystkim poodcinać wszystkie martwe gałęzie, a także z pomiędzy drzew i krzewów wykosić pokrzywę i inne rośliny uniemożliwiające do nich dostęp.























Natomiast 2012 rok był dla nas dobrym rokiem. Pełno jabłek, gruszek i porzeczek. Udało się też wyhodować pierwsze warzywa w większej ilości, głównie pomidory. Również jajek mieliśmy pod dostatkiem. Co prawda zyski bardzo niewielkie, ale jednak cieszyły. Założyliśmy również sad na naszym Siedlisku o powierzchni 1 ha, w sumie trochę ponad 200 drzewek (samo Siedlisko ma 2,5 ha). A przede wszystkim Sebastian dostał stałą pracę i to naprawdę dobrą pracę. Dzięki temu w 2013 roku było mniej nerwów i mogliśmy na spokojnie przemyśleć nasze decyzje. Postanowiliśmy iż nadal będzie to gospodarstwo o profilu ekologicznym, aczkolwiek bez certyfikatu i dopłat. Inspirowane Anastazją ( tej z książek Władimira Megre) oraz Masanobu Fukuoka i Akinori Kimura. Doszliśmy też do wniosku, że gospodarstwo wymaga stałej uwagi, więc zostałam gospodynią na całego albo kurą domową, jak kto woli ;) Wyszło na to, że byłoby więcej strat jak zysków z mojej pracy za minimalną stawkę, plus dojazdy. Pieniądze są ważne, jednak pieniądze to nie wszystko. Z samego gospodarstwa nasze zyski w 2013 roku pokryły jedynie koszty utrzymania kur oraz zakup nowych drzewek i roślin oraz kilku narzędzi ogrodniczych. To tak w dużym skrócie opisałam nasze dotychczasowe działania ;)
Sporo przez ten czas się nauczyliśmy, również wiele błędów popełniliśmy. Wiele rzeczy jest dla nas nowych i dopiero zdobywamy doświadczenie. Przede wszystkim zrozumiałam, że pomiędzy teorią a praktyką jest duża różnica, ale najważniejsze to wiedzieć do czego się dąży, czego się chce.
Tak więc dążymy do stworzenia własnego gospodarstwa, które będzie samowystarczalne i zapewni utrzymanie.
Dziękuję również za wszystkie komentarze do moich pierwszych postów.

11 komentarzy:

  1. Hej! Świetnie, że piszesz, ciekawie się czyta. Gratuluję rozsądku i samozaparcia i z niecierpliwością czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj w gronie pozytywnie zakręconych i samowystarczalnych. Brawo, za wytrwałość. Początki zawsze bywają trudne, błędy nieuniknione, wiem coś o tym. Trzymam kciuki i będę zaglądać jak sobie radzicie. Pozdrawiam Monika

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale początek już za wami :) co macie w planach na ten rok ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ten rok mamy w planach kurki zielononóżki i leghorny. Co by więcej jajek było. Obecnie mamy 15 kur, trochę drapieżniki nam przetrzebiły stadko. Będziemy też robić nowe ogrodzenie z siatki metalowej leśnej. Prawie pół wybiegu teraz ogradzała ta siatka i najlepiej się sprawdziła z dotychczasowych pomysłów na ogrodzenie. Bo tak to kurki przeskakiwały i chodziły czasem gdzie popadnie, nawet po polu za podwórkiem. W planach mamy też ule z pszczołami. Myślałam również o kozach, co by mieć własne mleko, ale jeszcze się wstrzymam. A nie jest łatwo widząc zdjęcia twoich kózek ;) A co do ogrodu to możliwie jak najwięcej różnych roślin i warzyw wysiać i wysadzić. Zająć się też zbieraniem i suszeniem ziół. To takie główne plany, a z tych pomniejszych się zobaczy jak czasu starczy.

      Usuń
  4. Witaj na pokładzie. Uda się, wszystko, komu, jeśli nie Wam? Masz tak jasno sprecyzowane marzenia i plany, że nie może być inaczej.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. pierwsze koty za płoty:) powoli a do przodu. ja poprzedniej zimy 2012/2013 miałam niezagospodarowaną stajnie i plany, a teraz mam kochane kozule, króliki, kury i chce więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj wśród bloggerów :) Podobnie jak Ty jestem kurą domową i też od niedawna układam sobie życie na wsi, chętnie podejrzę więc co u Ciebie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajne te kury, a jaka mają Przewodniczkę Stada;)

    OdpowiedzUsuń
  8. fantastycznie. My w tym samym czasie kupiliśmy nasze siedlisko na Warmii. Też marzymy o gospodarstwie, jednak o gospodarstwie eko - artystycznym. Jednak na razie nie mamy na to szans, musimy pracować, żeby mieć pieniążki chociaż na drobne remonty... Mój mąż też ma na imię Sebastian ;-) Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  9. Poczatki są zawszetrudne, ale ju ż trochę przeszliście ...zazdroszczę siedliska to moje marzenie ...może kiedyś na emeryturze :) jeśli jeszcze będą siły , chyba wcześniej nie ma szans w moim życiu .Życze Wam dużo zapału i wytrwałości i zadowolenia z owoców pracy .:)

    OdpowiedzUsuń
  10. To piękne, że jesteście tak wytrwali i życzę Wam aby realizacja planów przyszła łatwo, a przy wsparciu dobrą myślą tylu serdecznych blogowiczek, na pewno tak będzie :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...