wtorek, 11 lutego 2014

Akinori Kimura i jego "Cudowne Jabłka"

Owocujące jabłonie Kimury





















Poniżej jeden z wywiadów jaki Kimura udzielił w sklepie z organiczną żywnością:

Hirosaki, prefektura Aomori
To było wiele lat temu, jednak sad Akinori Kimury pamięta też swój przełom.
57-letni Kimura wspomina jak po ukończeniu szkoły średniej zaczął pracować w firmie w Tokio, jednak po trzech latach po zawarciu małżeństwa wrócił do rodzinnej wsi Hirosaki i podjął się uprawy jabłoni. Ograniczony w stosowaniu pestycydów i nawozów sztucznych z powodu poważnych reakcji na skórze, które wystąpiły u jego żony.  Kimura zaczął stopniowo zmniejszać swoje uzależnienie od chemii z zamiarem jej całkowitego zaprzestania w przeciągu kilku lat.
Jednak jego drzewa nadal były podatne na choroby i owady, a przez 5 lat z rzędu nie udało się poprawić sytuacji. Dochód rodziny bardzo się skurczył, a sąsiedzi zaczęli przezywać Kimurę Porażką. Ich zadłużenie rosło. Para przestała ze sobą rozmawiać. Nie mogąc znieść więcej presji Kimura pewnego wieczoru postanowił popełnić samobójstwo. Wziął linę, aby się powiesić i poszedł w góry. Jednakże w świetle księżyca dokonał odkrycia, które go uratowało.Tam w górach rosły dzikie dęby, bez pomocy pestycydów i miały mnóstwo żołędzi. Były nimi przepełnione.
„Jeśli uda mi się odtworzyć to środowisko, to mi się uda” – tak wspomina swój sposób myślenia tamtej nocy podczas przemowy w sklepie organicznym w modnej handlowej dzielnicy Tokio.
Kimura zabrał się do pracy. Eksperymentował z różnymi rodzajami gleb, którą umieszczał w filiżankach do sake.  Wraz z notatkami przepisanymi na plecach, wziętymi z broszur od dostawcy lokalnej gazety, poszedł do biblioteki, aby dokładnie zbadać rodzime owady występujące na terenie jego sadu.
W ósmym roku jego starań jedno drzewo wytworzyło siedem kwiatów, a jesienią dało dwa małe jabłka. Następnej wiosny cały jego sad był pokryty kwitnącymi kwiatami jabłoni.  Kimura wzruszył się wtedy aż do łez, oglądając wspaniały krajobraz jaki tworzył ich sad.
Nie było już dłużej strachu przed szkodnikami w sadzie, który został przywrócony do naturalnej równowagi. Krople rozcieńczonego octu były wszystkim, co było teraz potrzebne w celu ochrony przed szkodnikami. Jego „pole chwastów” , które rosną wszędzie, dają też dodatkowy efekt zapewniając izolację i zatrzymywanie ciepła w glebie. Wszystkie chwasty są tylko raz koszone jesienią, aby  pomóc w nabraniu jabłkom smaku, jak i również koloru.
„Teraz jest tak każdego sezonu” – mówi Kimura z uśmiechem.
Przemysł rolniczy, który  doświadczył fali poprawy metod uprawnych, odkąd owoce, sadzonki i nasiona zaczęły być  importowane ze Stanów Zjednoczonych około 130 lat temu, stał się jednak podatny na choroby. Uprawa bez użycia pestycydów i sztucznych nawozów została uznana powszechnie za prawie niemożliwą.
Obecnie Kimura, który razem z jabłkami uprawia również ryż i warzywa w ten sam sposób, jest zajęty zleceniami wystąpień na terenie całego kraju, włączając w to spotkania w szpitalach i szkołach, a także za granicą w Korei Południowej i Tajwanie.

Kapusta wyhodowana przez Kimurę

















„Możemy tylko pomóc im się rozwijać. Oczywiście jabłonie mogą rosnąć same, ale my rolnicy jesteśmy tutaj, aby stworzyć im sprzyjające warunki do rośnięcia bez chorób” – powiedział Kimura podczas przemowy w organicznym sklepie spożywczym.
Umiejętności, których nauczył się Kimura wzbudziły szacunek eksperta takiego jak Fumio Yamauchi, który jest emerytowanym profesorem rolnictwa z Uniwersytetu Tohoku. Badał on „cud” metody uprawy jabłoni przez ponad 10 lat.
„Wspaniałe zdolności obserwacyjne Kimury wraz z jego pomysłowymi metodami, utorowały mu drogę do hodowli produktów rolnych, które są przyjazne dla środowiska i konkurencyjne na rynku światowym” powiedział Yamauchi, lat 75. „Jego metody są naukowo uzasadnione”.
Metody Kimury mają coraz więcej zwolenników wśród rolników. W tym:
Etsuo Sasaki, lat 61, który zrezygnował z kierowania firmą budowlaną w wieku 60 lat i rozpoczął uprawę jabłoni w mieście Toono, prefekturze Iwate, pod kierunkiem Kimury, będąc pod wrażeniem jednego z jego przemówień.
„Chciałem dramatycznie zmienić swoje życie. Kimura powiedział do mnie – uprawa jabłoni jest bardzo trudna. Jednak chciałem zweryfikować metody Kimury” powiedział Sasaki.
Niestety, uczeń także doświadcza porażek. W zeszłym roku były tylko małe jabłka,  po tym jak w lato drzewa zostały pozbawione prawie wszystkich liści.  W tym roku też sad Sasaki doznał szkód przez szkodniki i choroby, przechodząc przez te same trudności co Kimura. „ Moje jabłka są czymś więcej niż iluzją. Ale pewnego dnia chcę zbierać „cudowne jabłka” takie same jak mojego mistrza” mówi Sasaki.
Sen Kimury, aby produkty rolne były wolne od pestycydów i środków chemicznych jest możliwy.
„Chcę zmienić konwencjonalne myślenie rolników i dystrybutorów żywności, a także konsumentów” mówi Kimura. „ Byłem uznawany za dziwaka od trzech dekad. Ale mój sposób nigdy nie był niewłaściwy. Kultura rolnicza i żywnościowa w Japonii jest na skraju upadku. Dopóki żyję będę się mocno starał ukazać znaczenie rolnictwa i zdrowej żywności”

Oryginalny artykuł po angielsku można zobaczyć TUTAJ .
A poniżej kolejny artykuł, z którego przetłumaczyłam fragmenty o życiu Kimury i jego sposobach uprawy. W wersji angielskiej TU .

Kwitnące jabłonie Kimury



















Jak Kimura zaczął stosować uprawy naturalne?
Uprawę jabłoni rozpoczął w 1970 roku i w tamtym czasie stosował pestycydy i nawozy sztuczne w dużych ilościach. W tamtych czasach pestycydy pryskano ręcznie. Kiedy zdarzało się spryskać ręce lub twarz powodowało to tak poważne podrażnienia skóry, że odchodziła od ciała. Powstrzymując łzy biegł od razu do łazienki, aby zmyć pestycydy jak najszybciej po skończeniu pracy. Ponosząc znaczne obrażenia postanowił nigdy więcej nie używać pestycydów.
Na początku pracował nad zmniejszeniem ilości stosowanej chemii z każdym rokiem, co doprowadziło do zmniejszenia plonów, jednak przyniosło pewien zysk ze względu na mniejsze koszty  pestycydów. Wynik ten zachęcił go, aby spróbować uprawy całkowicie bez pestycydów i nawozów sztucznych. Wtedy też zrozumiał, że uprawa ze zmniejszoną ilością chemii a całkowicie bez niej jest całkowicie inna.
Natychmiast po przełączeniu się na uprawę wolną od chemii jego drzewa opadły z liści i wyglądały na martwe nawet latem, nie wytwarzając żadnych kwiatów wiosną. Brak kwiatów oznacza brak owoców. Jednak w obliczu tych trudności i przy braku dochodu nadal szukał naturalnych metod upraw.  Minęło ponad dziesięć lat zanim jego jabłonie wreszcie zaczęły owocować.

Kimura przeprowadził ciekawy eksperyment w celu zilustrowania bezpieczeństwa naturalnych upraw. Podzielił ryż do trzech butelek, pierwsza – z naturalnej uprawy, druga- tradycyjnej uprawy oraz trzecia – ryż z jednostki certyfikowanej uprawy organicznej. Nalał wody do butelek i zostawił je w ciepłym miejscu na dwa tygodnie lub dłużej. Wyniki były następujące: ryż z naturalnej uprawy sfermentował w ocet, z uprawy tradycyjnej zgnił wydając nieprzyjemny zapach i dość zaskakująco ten z organicznej certyfikowanej uprawy zgnił nawet szybciej niż ten z uprawy tradycyjnej.
Dlaczego ryż organiczny, który wydaje się bezpieczny zgnił tak szybko? Kimura spekuluje, że przyczyną może być niedojrzały kompost. Używając niedojrzałego kompostu prowadzi się do gromadzenia azotanów w roślinach.

Eksperyment z ryżem
























Kimura organicznemu rolnictwu zaleca stosowanie kompostu zawierającego krowi nawóz w pełni dojrzałej postaci, po przez fermentację trwającą od trzech do pięciu lat. Nawóz ten można uznać za dojrzały, jeśli wysypane na nim nasiona rzodkiewki wykiełkują i urosną. Stwierdził, że ryż i warzywa uprawiane z użyciem w pełni dojrzałego kompostu wykazały takie same wyniki jak te z uprawy naturalnej.
Rośliny pobierają azot, co jest niezbędne dla ich wzrostu. Dlatego wszystkie nawozy zarówno organiczne jak i chemiczne zawierają duże ilości azotu. Azot rozkłada się w glebie do azotanów, a te pobierane są przez rośliny. Chociaż użyteczne azotany mogą być szkodliwe dla ludzi: niemowlęta umierają na choroby krwi, które mogą być spowodowane przez połknięcie azotanów wraz z wodą pitną, po przez ich nadmierne spożycie. Tak więc ludzie stają się zaniepokojeni skażeniem gleby, wody i produktów rolnych przez azotany zawarte w nawozach.
UE wprowadziła normy bezpieczeństwa dla azotanów jakie mogą być zawarte w roślinach, do około 2500 ppm, jednak zmienia się to w zależności od pory roku i rodzaju warzyw. W przeciwieństwie do tego Japonia ma normy dla wody w kranach, a nie ma regulacji co do warzyw. Niektóre warzywa zawierają więcej niż 2500 ppm azotanów. Większość warzyw uprawianych metodą naturalną przez Kimurę zawiera mniej niż 500 ppm azotanów. Niektóre zawierają tylko kilka jednostek. 

W swoich wykładach lub książkach Kimura często mówi o warzywach jakby były ludźmi np. „ Pomyśl w jaki sposób możemy uczynić warzywa szczęśliwymi” albo „ Warzywa będą zadowolone, jeśli zrobimy to lub tamto”.
Kiedy zaprzestał stosowania pestycydów, jego jabłonie zostały osłabione, a nawet wydawały się martwe. Chodził od jednego drzewa do drugiego z prośbą, aby nie umierały. Czuł, że nie może rozmawiać z drzewami na poboczu drogi z obawy, aby nie przyciągnąć uwagi sąsiadów. Co dziwne, drzewa do których nie mówił ostatecznie umarły. Kimura twierdzi, że wszystko ma duszę. Prosi nas, aby wyrażać nasze uznanie dla roślin, które dają nam swoje owoce. Naturalne uprawy są wolne od pestycydów i sztucznych nawozów, ale również zawierają w sobie doświadczenie, wiedzę o rolnictwie, a bardziej niż cokolwiek ducha wdzięczności wobec natury. Natura zachowuje idealną równowagę poprzez różnorodność wielu stworzeń. A ludzie są częścią tej natury, która również ich utrzymuje przy życiu. Podejrzewam, że zakończymy generację chorób takich jak rak i alergie, z przyczyny używania pestycydów w celu eliminacji uciążliwych dla nas owadów i zanieczyszczenia ziemi poprzez stosowanie sztucznych nawozów w celu uzyskania wyższych plonów. 
Naturalne uprawy, dzięki którym ziemia odzyskuje naturalną równowagę poprzez produkcję dla nas żywności, uczą nas ducha wdzięczności dla przyrody. Kimura w swych uprawach dąży do odtworzenia naturalnego środowiska lasów, bez używania pestycydów, nawozów sztucznych oraz substancji organicznych takich jak kompost i obornik. Uważa, że takie środowisko wydobywa naturalną siłę roślin i pomaga im intensywnie rosnąć. Interwencja człowieka powinna być tak mała jak to tylko możliwe. Największy wysiłek polega na szczegółowej obserwacji natury i przygotowaniu odpowiedniego środowiska dla rozwoju roślin.
Kimura spryskuje jabłonie octem w celu zapobiegania chorobom. W celu ochrony gleby przed letnimi upałami i suszą nie sprząta zarośli. On kosi chwasty jesienią, aby pomóc rozpoznać jabłoniom zmieniający się sezon. To wzmacnia kolor i smak jabłek.
Uprawy naturalne opierają się na ustaleniu lokalnego klimatu, cech gleby i poszczególnych roślin. To utrudnia ustalenie stałej instrukcji dla wszystkich gospodarstw. Wymaga to obserwacji, doświadczenia, wiedzy i czasu. Nie jest to łatwe, ponieważ zajmuje dużo czasu, aby ustalić odpowiednie metody dla pewnego obszaru gruntów rolnych i poszczególnych upraw. Plony z upraw naturalnych to tylko 70 -80 % plonów z rolnictwa tradycyjnego. Jednakże kontynuacja takich metod jest opłacalna, ze względu na uprawę bezpiecznych warzyw, tylko z niewielkimi stratami spowodowanymi chorobami lub szkodnikami, bez stosowania nawozów i pestycydów, które trzeba by było kupić. Sieć rolników i sprzedawców produktów naturalnych upraw się coraz bardziej rozprzestrzenia, choć powoli.  Kimura ma nadzieję, że naturalne uprawy, które stosują ludzie w celu produkcji żywności rozprzestrzenią się na całym świecie.


Wybrałam te 3 artykuły, gdyż uznałam iż one najlepiej w skrócie ukażą Akinori Kimurę i jego metody uprawy. Książkę o nim opublikowaną po angielsku w 2010 roku przez Yoko Ono można przeczytać na http://imaginepeace.com/miracleapples . Dopiero jestem w trakcie jej czytania, ale naprawdę ją polecam :)

11 komentarzy:

  1. Posadziliśmy w tym roku około dziesięciu drzewek owocowych, mamy jeszcze te stare drzewa. Mam nadzieję, że kiedyś też będą tak pięknie owocowały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taka nadzieję, my mamy około 200 drzewek owocowych nowo posadzonych. Teraz ich druga zima u nas była :) Kilka nawet kwitło w zeszłym roku, ale owoców jeszcze nie było.

      Usuń
  2. Ja jestem wielką fanką Seppa Holzera, permakulturalnego austriackiego farmera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napiszesz coś o nim albo linka zapodasz? Gdzieś mi się to nazwisko obiło o uszy, ale nic więcej o nim nie wiem. Jeszcze dużo nauki przede mną, tak zbieram po trochu z różnych źródeł :) A mnie się od japońskich ogrodników poznawanie naturalnych upraw zaczęło, gdyż uwielbiam kulturę tego kraju. A niewinne początki były od mangi i anime za dzieciaka ;)

      Usuń
  3. czasem sobie myślę, że to straszne, że tak mało ludzi myśli tak jak ten człowiek.
    nawet w naszym rejonie. a mówi się, że Podlasie to taki ekologiczny rejon. może i są tu eko gospodarstwa (niedaleko nas jest jedno takie). jednak większość naszych sąsiadów (a są to gospodarze z dziada pradziada, i to już nie najmłodsi, więc można by się spodziewać innego podejścia) uważa, że "bez pryskana i nawożenia NIC nie urośnie"...
    normą jest tu mieć swój warzywny zagonek między polami, jakby na miedzy.
    niby nie pryskają ogórków. ale zboże 30 cm dalej już tak.
    oj, chyba jakoś tak negatywnie i smutno wyszło...
    no nic. mam nadzieję, że kolejne pokolenia będą zmieniały te skostniałe stereotypy myślenia. nim będzie za późno.

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest bardzo złożony problem, to, o czym piszesz. Ludziom ze wsi tyle czasu wmawiano, że są głupi i nie uczeni, że aż w to uwierzyli. Więc chłoną to, co ci "uczeni" im mówią. A w każdym programie dla rolników pełno reklam oprysków i nawozów rozmaitych. Poza tym ludzie ze wsi są pragmatyczni. Spróbowali - widać rezultaty, więc stosują. A o innych "rezultatach" na dłuższą metę nie wiedzą. Jeśli zobaczą, że można inaczej i że też rezultaty są niezłe, to dopiero wtedy się przekonają.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wzruszyłam się, czytając - u nas też tak się myśli, że bez pryskania nic nie urośnie. Ale mój mąż próbuje sadzić pomidory i jabłonki w naszym lesie, z chwastami i ziołami :) I nigdy nie pryskamy warzywniaka, tylko nawozi się naturalnie, obornikiem. To, jak ten człowiek rozmawiał z drzewami.... to takie bliskie mi i mądre, poczucie harmonii, wspólnego bycia... Pokażę Miłemu ten artykuł, dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja ostatnio się wzruszam prawie przy każdym poście na Twoim blogu ;) Tak przyjemnie opisujesz magię codziennego życia, zwykłego życia :)

      Usuń
  6. U mnie to dopiero początek upraw, ale nie mam najmniejszego zamiaru stosować chemii. Mam nadzieję, że miłość i troska do roślinek wyda jakiś owoc na tym moim ugorze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno ci się uda, jest wiele różnych metod bez stosowania chemii. Ja w tym roku bardziej się przyłożę do kalendarza biodynamicznego Marii Thun. Wcześniej trochę już próbowałam, ale jednak inne sprawy mnie bardziej pochłonęły ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...