wtorek, 6 maja 2014

Pracowite dni

Dzisiaj z rana przymrozek był, o 6 rano było zero stopni i szron na trawie. A ile było w nocy to nie wiem. Na szczęście młodziutkie rozsady przetrwały w mojej nieogrzewanej szklarni, nawet świeżo wykiełkowane z nasion dalie. Prognoza zapowiada od jutra ocieplenie :) Ostatnie dni mijają mi bardzo pracowicie, większość dnia spędzam na dworze. Nawet Sebastian jak wraca z pracy pomaga mi przy różnych rzeczach. Główne zajęcia to sianie późnych nasionek (mniej odpornych na zimno), wysadzanie części roślin już do gruntu oraz szykowanie nowych grządek motyczką lub glebogryzarką, jak za bardzo zarosły. A także codzienne obowiązki, które jakby naturalnie wraz z wiosną przyszły ;) I jeszcze te zwykłe, jak dla kury domowej, czyli sprzątanie, pranie, zmywanie i karmienie wszelakich tutejszych żyjątek :P
Podczas majówki udało nam się wiele nadrobić. Nie ma to jak dobra współpraca w osiąganiu wspólnego celu :) Dzięki temu w niedzielę miałam nawet czas na moje pierwsze w tym roku ziołowe zbiory, które właśnie się suszą. Własnoręcznie, dobrze ususzone zioła mają nieporównywalną jakość do tych sklepowych, produkowanych na masową skalę w wielkoobszarowych uprawach, które są sztucznie nawożone i pryskane. A potem różni ludzie mówią, że zioła nie działają. Ale jak mają być skuteczne jak niewiele aktywnych substancji, po wszelakich mechanicznych zabiegach, w finalnym surowcu zostaje. Różnicę możecie zobaczyć tutaj. To właśnie Utygan przywróciła mi swego czasu wiarę w zioła. Nie, nie wiarę, po prostu pomogła mi doświadczyć na własnej skórze ich skuteczności i pełnych możliwości :)
A jak chcecie uzyskać więcej informacji to polecam również dwa ziołowe blogi, które znajdują się po prawo na liście. Są to rozanski.li i herbiness :) Może też jako rolnik, zacznę sprzedawać zioła na skup lub bezpośrednio klientowi ;) Na razie suszę różne zioła tylko na własne potrzeby.
Moje "poletko" jasnoty białej:


Jak widać, zachwaszczona, naturalnie rosnąca jasnota z tyłu działki, bez żadnych "podejrzanych" zabiegów :P




I koszyczek gotowy do suszenia :)



I mój drugi zbiór - glistnik jaskółcze ziele, który trafił w pęczkach pod sufit:



10 komentarzy:

  1. A jak stosujesz glistnik wewnętrznie bo ja się obawiam , żeby nie przedobrzyć i sie nie zatruć. U mnie w tym roku obrodził a zebrałam tylko troche na kurzajki...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za rewizytę u mnie i witam w gronie obserwatorów. Ja również jaskółcze ziele trzymam gdyby pojawiły się kurzajki czy stosujesz na coś jeszcze? Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Stosuję głównie na układ trawienny i wątrobę, nie mam też jakiś poważnych dolegliwości więc stosuję napar - sam glistnik lub w mieszance według wskazań dr Różańskiego ( http://rozanski.li/?p=1183 ), czyli płaska łyżka suszonego ziela na szklankę wody. Ważne jest też to, że zależnie od schorzeń należy stosować intrakt, nalewkę, napar lub macerat, gdyż wtedy w różnych stężeniach potrzebne substancje się zachowują. A od tego zależy skuteczność.
    Odsyłam też do Utygan, bo bardzo fajnie skrótowo go opisała :) http://utygan.blogspot.com/2012/06/coeli-donum-dar-niebios.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wyczerpującą odpowiedż , pozaglądam na te stronki. Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Zazdroszczę plantacji jasnoty! Poluję na to cudo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może ci wysłać parę sadzonek? Chociaż dobrze nie wiem jak je zapakować, coby zszargane zbytnio nie były. Moje najprawdopodobniej babcia z okolicznych lasów i łąk przyniosła i się rozrosły teraz prawie po całym podwórku, gdzie koszona trawa nie była. Tydzień temu też tak znalazłam i przyniosłam jasnotę żółtą (gajowiec żółty). Tak chodzę na spacery co jakiś czas i patrzę co ładnie kwitnie i przesadzam do siebie, tylko trzeba wykopać całą roślinę z bryłką ziemi i na pewno się przyjmie ;)

      Usuń
  5. Jasnoty miałam dosłownie 4 (cztery) - zostawiłam trzmielom ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. A jak wieszasz w pęczku pod sufitem, to zawijasz w jakąś gazetę? W gazecie z tego co wiem jest lepiej, bo nie dochodzi światło i kurz, ale nieładnie wygląda ;-) U mnie wisiały zioła dla ozdoby, a w szafce sobie były te do jedzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwyczajnie w pęczkach zawieszam przy piecu kaflowym. Aż tak długo się nie suszą, żeby kurz na nich osiadał. Jak się ususzą to rozdrabniam nieco i pakuję je w papierowe torebki lub zakręcam w słoiki :)

      Usuń
  7. Popieram i sama stosuję swoje własne zioła na całej rodzinie :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...