wtorek, 5 sierpnia 2014

Nadrabiam

W lipcu przypadł nam na 3 tygodnie urlop, więc nadrabiam teraz zaległości ;) A urlopowaliśmy się prawie 2 tygodnie na Podlasiu. Odwiedziłam dawno nie widzianą przyjaciółkę ze studiów, która prowadzi wraz z tatą całkiem sporą pasiekę. Jak potrzebuję jakiejś rady odnośnie pszczół, to zawsze  zgłaszam się do niej. Ma odnośnie nich nie tyle co dużą wiedzę, ale i praktykę.  Natomiast pierwszy raz odwiedziliśmy i poznaliśmy w realu Mamalinkę i Gorzką Jagodę. Wspaniałe kobiety, tworzące wspaniałe rodziny. Uprawiające własne ogrody i hodujące zwierzęta, odważnie stąpające przez życie w stronę swych marzeń. Może i S. też kiedyś zacznie pisać bloga, przynajmniej na to liczę ;) I jak się okazało, chyba i miesiąc czasu byłby za krótki na obgadanie wszystkich interesujących nas spraw, ale to chyba dobry znak, jeśli chodzi o znajomość z kimś :P


Potem jeszcze oczywiście, krótka wizyta w rodzinnych stronach Sebastiana, czyli okolicach Łodzi i powrót na ostatni tydzień urlopu do siebie. Jak się okazało wujo wszystkim dobrze się zajął. Znaczy trochę rośliny i zwierzęta zaniedbane, ale żywe i zdrowe, a to najważniejsze :P Jedyne co, to jakaś choroba grzybowa mi weszła w pomidory, ale skończyło się na wyrwaniu tylko jednego krzaczka i małej przycince reszty, która miała zdrowe łodygi. Się zobaczy czy będą w tym roku owoce. Chwała za to odmianie koktajlowej, która niewzruszona na wszystko wokół, rośnie zdrowo bez najmniejszej oznaki choroby. Było już kilka pomidorków na spróbowanie (reszta czeka na nabranie koloru), dojrzewają też ogórki. Papryki, melony i arbuzy dopiero niedawno zawiązały owoce, więc jeszcze trzeba będzie na nie poczekać. A poniżej zdjęcia, już po małym "ogarnięciu":

Widok ogólny, stojąc w wejściu

Arbuzy i melony (w większości :P)




Ogórek skierniewicki (sałatkowy)

Ogórek skierniewicki
Całkiem niezły widok, biorąc pod uwagę, że przez 3 tygodnie nikt roślin pod folią nie podlewał ;)
Przed wyjazdem udało nam się też naszykować z kilkadziesiąt słoików dżemów i soków porzeczkowo-malinowych, a teraz do słoików zamykamy dobrodziejstwo papierówkowe w postaci dżemów i kompotów (pychota).


W gruncie natomiast wszystko strasznie zachwaszczone, powoli robię z tym porządek. Około hektarowe podwórko też już prawie ogarnięte. Urlop się skończył, Sebastian teraz w pracy, codzienne obowiązki na gospodarstwie wróciły :) Kocham takie życie, życie na wsi. Jednak i urlop i wyjazdy też są potrzebne, aby nie tyle co odpocząć fizycznie czy psychicznie, ale nabrać pewnego dystansu, jakby świeżego spojrzenia na swoje życie i działania. A nuż nowe ciekawe pomysły przyjdą do głowy albo jakieś ulepszenia, które będzie można u siebie wprowadzić albo chociażby odczuć taką zwyczajną wdzięczność po powrocie, ot taką, za to że mamy gdzie wrócić i poczuć się jak w domu ;)

6 komentarzy:

  1. Nie podlewane powiadasz, tak długo i przeżyły...To dobrze, teraz wszystko wróci do normy ;) Fajnie, że wróciłaś z nową energią.Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiadam ;) A to dlatego, że zastosowałam się do rad z książki "Żyjący Ogród". Bo ot tak, nagłe zaprzestanie obfitego podlewania w środku sezonu raczej by rośliny nie przetrzymały, pousychałyby. Choć trochę się martwiłam, ale jak się okazało niepotrzebnie - pierwszy raz zostawiłam je na tak długo, w środku lata.

      Usuń
  2. Popieram takie podejście do życia jak napisałaś na końcu , dystans i odskocznia od codzienności jest bardzo potrzebna ,a robota jak mówią nie zając i poczeka. Inaczej pracuje się z nowym zasobem energii. Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też by mi się urlop przydał, ale nie mam kogo ze zwierzętami zostawić...

    OdpowiedzUsuń
  4. Jasne że wyjazdy są potrzebne, wtedy wraca się z większą energią do działania i realizowania marzeń!

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj mi też by się przydały 3 tygodnie urlopu. Ale chyba większość przesiedziałabym w ogrodzie bo zapuszczony strasznie. Cud nad cudy, że coś tam daje jeszcze w miarę normalnie radę :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...