piątek, 29 sierpnia 2014

Wyposażenie kurnika

O budowie kurnika pisałam już wcześniej, dla przypomnienia daję LINKA. Teraz pokrótce skrobnę o jego wyposażeniu. Jest tego niewiele:
- pojemniki do zadawania paszy i wody
- grzędy
- gniazda
O ile jest tego niewiele, to sposobów wykonania tych elementów jest już znacznie więcej, zależnie od funduszy, wyobraźni czy tego co akurat będziemy mieć pod ręką. Do pojenia i karmienia mogą posłużyć wszelakie pojemniki, tacki, korytka, miski, przecięte na pół opony itp. dostosowane tylko rozmiarowo do wieku, wielkości zwierząt, by mogły bez żadnego problemu sięgnąć po karmę czy wodę. Tak więc zaczynamy od niskich tacek, a z wiekiem wymieniamy je na większe i wyższe. Dobrą wysokością brzegu pojemnika jest wysokość grzbietu ptaka. Jeśli chodzi o pokarm suchy pojemniki i korytka mogą być drewniane, natomiast do zadawania paszy wilgotnej i wody lepiej sprawdza się metal czy plastik, czyli coś co nie chłonie wilgoci i łatwiej jest czyścić z wilgotnych resztek. Ważne jest także, aby długość brzegu pojemników starczyła na raz wszystkim ptakom, ponieważ w stadzie panuje hierarchia ważności i żeby nie było sytuacji, że to co "najlepsze" wyjadły silniejsze ptaki, a resztki zostawiły pozostałym. Przeważnie na jedną dorosłą kurę (zależnie od rasy) starcza 15 cm brzegu, czyli na 30 kur będzie to 450 cm. Więc można zrobić jedno duże karmidełko o długości 225 cm (dostęp do brzegu z dwóch stron) lub dwa mniejsze, aby łatwiej było je przenosić i czyścić. Natomiast jeśli kury mają dostęp do określonego rodzaju paszy czy wody cały czas, to wtedy wystarcza nawet 2 cm brzegu na jedną kurę. Do tego najwygodniejsze są pojemniki automatyczne lub półautomatyczne, z systemem dozowania paszy, wody. Po prostu trzeba stale uzupełniać zawartość pojemnika. Wtedy patki piją i jedzą na zmianę odchodząc i przychodząc do nich w ciągu całego dnia. Automaty i półautomaty są też wygodne, ponieważ woda i pasza w nich nie ulega zabrudzeniu i dzięki temu wytrzymują dłużej bez czyszczenia. Oczywiście, aby chronić przed zabrudzeniem zwykłe korytka można na nich instalować różne kratki czy pręty tzw. zrzutki, bo "zrzucają" ptaki z korytek, uniemożliwiając im wchodzenie do nich i grzebanie w paszy. Ciekawe są też regulowane systemy karmienia i pojenia z podwieszanymi pojemnikami, które lepiej chronią przed zabrudzeniem rozgrzebywaną ściółką. Jeszcze dodam, że korytka na pasze znajdujące się na wybiegu powinny mieć daszki, jako ochrona przed deszczem.
Nowością są też elektryczne systemy z całkowicie automatycznym zadawaniem paszy i wody dostosowane do małych kurników, do obsady do 100 sztuk (zależnie od modelu). Oczywiście nowością nie są te systemy same w sobie, ale to że producenci takiego sprzętu zaczęli myśleć o małych hodowlach pozafermowych. Automaty i półautomaty są dobrym rozwiązaniem dla osób, które nie mają zbyt wiele czasu lub sił, aby zajmować się zwierzętami, a chciałyby. Tak więc każdy znajdzie coś dla siebie, zależnie od swoich możliwości. A tutaj taki ogólny zrzut grafiki z google z karmidłami i poidłami, tak poglądowo, bo naprawdę jest tego dużo.



O grzędach i gniazdach to co najważniejsze już napisałam we wcześniejszym poście o budowie kurnika. Co do gniazd dodam jeszcze, że powinny być w zacisznym i bardziej zacienionym miejscu, wtedy kury są spokojniejsze i chętniej z nich korzystają. Jedno gniazdo wystarcza dla 5-6 kur. Taka budka gniazdowa powinna być do 1 m nad podłogą oraz mieć tzw. naskocznię, ułatwiającą kurom wskakiwanie do gniazd (na zdjęciu poniżej-ta odstająca listewka na dole).  I jeśli nie chcecie sprzątać co trochę daszku z kurzych odchodów, to zróbcie go bardziej stromego z jednym spadem, nie tak jak na zdjęciu :P


A coś co wiemy, że będzie zjedzone w miarę szybko i w całości, to można rzucić (najlepiej jednak na wybieg) na ziemię, pomijając wszelkiego rodzaju korytka, też będzie smakować ;)



21 komentarzy:

  1. Podziwiam namiętnie wszystkich, hodujących kury, nie mogę się zebrać i przeraża mnie ilośc pracy, jaką trzeba w to włożyć, by mieć swojskie jajka, ech:) Perliczki bym miala, jak moja babcia i małe kurki japońskie, i zielononóżki... ale nie mam odwagi. Za to podziwiam ciebie i to namiętnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się wszystko dobrze przemyśli i zorganizuje, to niewiele pracy potem potrzeba. A ile zajęć można poprzeplatać razem np. jak się zielone kończy na wybiegu, to przy koszeniu podwórka lub plewieniu warzywnika, zebrane zielsko wrzucić na wybieg i już codzienną porcję zieleniny ptaszęta mają. Hehe, wtedy i motywacja do plewienia warzywnika większa, bo jakby bardziej konieczna :P

      Usuń
  2. Och te kury...Nawet jeszcze nie zaczęłam grodzić wyższa siatką, a kurnik też nie odnowiony...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie masz zagrożenia drapieżnikami (lisy, kuny, jastrzębie, porzucone lub puszczane luzem polujące psy, a przy pisklętach lub małych rasach nawet koty sąsiada, bo swoje można nauczyć, żeby nie ruszały) to tak naprawdę grodzenie siatką nie jest potrzebne. Chociaż w grę jeszcze wchodzi posiadanie warzywnika, którego kury nie wydrapią, ale to wtedy warzywnik można ogrodzić. A kurnik to najważniejsze, żeby był szczelny, suchy, czysty (na tyle na ile kurnik może być czysty, bo raczej błyszczeć nie będzie) i miał odpowiedni do liczby zwierząt metraż, nie musi ładnie wyglądać ;)

      Usuń
  3. Tez w tym roku zaczęłam hodować kurki i straszliwie jestem zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo przydatny post. Szkoda, że mogłam tego wszystkiego przeczytać parę lat temu, kiedy dopiero raczkowałam tym temacie. Wbrew pozorom wcale nie jest łatwo znaleźć w necie takie informacje dla początkujących.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że te informacje są przydatne :) Dziękuję za odwiedziny, również pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Przymierzamy się do kur w przyszłości. Dziękuję za wskazówki , chętnie z nich skorzystamy. Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że się okażą pomocne. Również pozdrawiam ;)

      Usuń
  6. Mamy kury...i różne przeboje z nimi. Kiedy jednak zrobi im się bezpieczny wybieg i zamykany kurnik (u nas jastrzębie, lisy, psy i nawet wilki grasują), to pracy jest maluśko... Ot, dać jeść i pić rano i po południu (5 do 10 minut), czasem sprzątnąć kurnik (20 minut) i wszystko. A jaja lecą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, najwięcej pracy jest na początku, z naszykowaniem wszystkiego. A potem przy samych kurach jest tej pracy niewiele. Jedna osoba spokojnie da sobie radę ze stadkiem liczącym nawet 30 sztuk albo i więcej, zależnie jaki system karmienia i pojenia zastosuje. Oczywiście nadal mówimy o hodowli poza fermowej, na wolnym wybiegu ;)

      Usuń
  7. ...a może weganizm? ;-), na wszystkim się oszczędzi: na robieniu kurnika, na kupowaniu kur i na czasie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś spróbuję przez dłuższy czas ;) Jednak wątpliwe, biorąc pod uwagę, że weganie nawet miodu nie jedzą. Więc będę raczej wtedy jakimś mieszańcem żywieniowym, bo z pyłku pszczelego i miodu nie zrezygnuję ;) Na razie i mięso jeszcze jemy, choć co prawda raz na jakiś czas, ale jednak. A z oszczędnością nie sądzę, żeby była wymierna, jak się ma sporo mało żyznej ziemi. Gdyby nie nawóz z kurnika, nie miałabym żadnych konkretnych plonów, a i tak starczyło mi na niewielki kawałek. Oczywiście raz na kilka lat wystarczy nawozem zwierzęcym ziemię zasilić, a i odpowiednia uprawa typu kompost, ściółka, płodozmian, uprawa współrzędna itd. sporo daje. Jajka są też pożywne i sycące, więc nie muszę tak bardzo liczyć na udane roślinne zbiory. Mając swoje, mam pewność co do ich pochodzenia, a nawet tego co kura jadła, więc nie muszę ich kupować, a nawet nie chcę, jeśli mam przerwę w noszeniu. Tak się przyzwyczaiłam do ich smaku i chcąc jeść podobne co najmniej 1 zł za jajo bym dać musiała. A myślę o tym wszystkim dążąc do samowystarczalności żywieniowej, bez konieczności kupowania żywności czy dodatkowych suplementów (dla zapewnienia sobie zdrowia i dostarczenia brakujących w diecie składników). Ani czasu ani pieniędzy nie oszczędzimy, bo to co zaoszczędzimy na zwierzętach, to na roślinach stracimy, aby uzyskać ten sam efekt, pod względem samowystarczalności żywieniowej. Więc co kto lubi ;) Choć pewnie istnieje jakaś oszczędność przy weganizmie, jak się żyje w mieście bądź nie uprawia własnych warzyw i owoców. Dobrze nie wiem, już od kilku lat w większości jem swojej "produkcji" jedzenie, choć pełnej samowystarczalności jeszcze nie mam.
      Cała przyroda jest obiegiem zamkniętym, w którego skład wchodzą zarówno rośliny jak i zwierzęta. Im dłużej żyję na wsi cały rok, obserwując każdą porę roku, tym coraz więcej zauważam korelacji pomiędzy światem roślinnym i zwierzęcym. Każda istota kiedyś umrze, dając tym samym życie innym istotom. Tak jak jeszcze nie tak dawno temu miałam chęć pozbycia się lisa za zagryzione kury, dopóki pewnego razu nie usłyszałam szczekania małych lisiąt. Lepiej jednak zapewnić jak najbardziej szczelny kurnik i wybieg (lis znajdzie inne jedzenie, np. zapoluje na nornice albo chodzące luzem kury sąsiada), niż narzekać na drapieżniki, które zawsze będą w przyrodzie. Bo jest z tym związany pewien naturalny cykl, dzięki któremu istnieje życie na Ziemi. Jednak to czy ludzie decydują się jeść mięso czy nie (lub inne produkty pochodzenia zwierzęcego), to uważam, że nie powinny istnieć wielkoprzemysłowe farmy zwierząt, które są bardzo szkodliwym dla środowiska procesem, a także przysparza wiele niepotrzebnego bólu i cierpienia zwierzętom. To jest skrajność w jaką weszło społeczeństwo nadmiernie jedzące mięso.

      Usuń
  8. Jeśli chodzi o żywienie to ja też nie zamykam się praktycznie w żadnych ramach, poza tym nie lubię sztywnych etykiet. Jem w 95 % surowo, ale używam miodu, piję kawę i kakao, do kawy lubię nalać sobie trochę mleka. Jeszcze ok.roku czy dwóch lat temu też chcieliśmy mieć swoje kury, nie na mięso, na jajka ponieważ jedliśmy tylko takie swojskie - najlepsze. Rozmyślaliśmy także nad kozami. Okazało się jednak, że zanim zaczniemy zmieniać nasze życie trzeba wybrać sposób odżywiania, może to śmieszne, ale od tego zależy naprawdę wiele. Teraz wiem, że w prostocie tkwi piękno i największa moc. Im nasze wymogi żywieniowe stały się mniejsze tym wizja przyszłości jaką wspólnie z moim chłopakiem budujemy też jest prostsza. Po określeniu naszego menu wiemy już, że nie potrzebujemy kur ani kozy, całkiem inaczej będą się przedstawiały grządki: więcej zielonych warzyw, nie będzie ziemniaków, fasoli, grochu bo to nie potrzebne. W kuchni nie potrzebuję pieca ani lodówki. My też dążymy do samowystarczalności, jest to właściwie nasza przewodnia myśl, ale nam naprawdę niewiele trzeba. Rozumiem Cię doskonale bo miałam podobne upodobania, karmienie i opieka nad zwierzętami to naprawdę świetna rzecz, ja jednak chciałabym, żeby bażanty, przepiórki i wszystkie inne zwierzaki same do nas przychodziły. Na dobrze zrobionych pryzmach warzywa też świetnie rosną a kompostu z roślin możesz mieć naprawdę sporo. Zamiast opieki nad zwierzętami masz więcej czasu dla siebie, dla samorozwoju, dla roślin, poza tym na przestrzeni, którą przeznaczasz pod chów zwierząt można wysadzić naprawdę sporo warzyw i owoców. Teraz zachaczam już o temat typowo wegański, ale nic co pochodzi od zwierząt nie jest Ci do życia potrzebne, białko zwierzęce jest całkiem inne od tego ludzkiego więc nasze organizmy muszą się z nim dłużej zmagać, żeby je rozbić i jakoś wydalić. Na koniec chciałam pogratulować, że tak wiele udało się Wam wspólnie stworzyć oby tak dalej i do przodu ;-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy jest inny i ma inne potrzeby, różne mogą być ścieżki prowadzące do tego samego celu. Dlatego fajnie, że też piszesz bloga i dzielisz się swoimi doświadczeniami. Dopiero fragmentami go poczytałam, mam nadzieję że niedługo nadrobię więcej :) A co do upraw, to nie spotkałam się, żeby ktoś miał dobre rezultaty przy pominięciu zwierzęcego obornika. Jedyną taką osobą jest Utygan (niesamowicie rosną u niej rośliny), ale na jej obecnym warzywniku stały kiedyś przez wiele lat obory, gdzie w tamtych czasach nikt nie uszczelniał podłogi przed przesiąkaniem różnych substancji do gruntu. Ale w sumie mówimy tutaj o ziemi nieurodzajnej, jeśli jest już gleba zrównoważona i żyzna, to wystarczy niewiele zabiegów, aby mieć dobre plony np. ściółkowanie, pryzmy kompostowe, uprawa współrzędna i płodozmian. I może rzeczywiście wtedy dało by radę mieć dobre plony bez hodowli zwierząt. A jeżeli się je hoduje dla jakichkolwiek innych korzyści albo tylko dla ozdoby czy zwyczajnej potrzeby kontaktu z danym zwierzęciem to już inna sprawa.

      Usuń
  9. Podziwiam chęć i samozaparcie w dążeniu do samowystarczalności. Niestety u mnie to mało realne, mimo, że mieszkam na wsi. 1000 metrów na piasku uprawom nie sprzyja, a mąż mięsożerca technokrata w jednym - jeszcze mniej. Chociaż i tak ograniczyłam w domu mięcho do minimum i przede wszystkim, unikam tego mięsa sklepowego, pochodzącego z ferm. Warzywa biorę z targu, od rolników. Podziwiam Wasz upór w dążeniu do celu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet i takie Twoje działania są godne podziwu :) Jak się ma trochę samozaparcia i cierpliwości to i na piaszczystą ziemię są metody, aby były z niej dobre plony. Wiele z nich opisała już na swoim blogu Gorzka Jagoda, tu masz linka krycor.blogspot.com :) Tak jak Ola poniżej napisała, nie ma rzeczy niemożliwych ;)

      Usuń
  10. Ja też mam w większości piach, zrób dobre pryzmy to i warzywa będą bujne ;-), pamiętaj, że nie ma rzeczy niemożliwych :)

    OdpowiedzUsuń
  11. W takim kurniku, kurki będą miały komfort znoszenia jajek. A nie ma to, jak jajka od szczęśliwych kurek. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z powodu lisiego i kunowego intruza wiosną nie mieliśmy jajek przez kilka miesięcy. Dlatego cieszę się z nowego, ogrodzonego wybiegu. Co prawda to nie to samo co wielkie podwórko, ale wystarczający. Dopiero teraz młode kurki wchodzą w wiek znoszenia jajek, takie jajka są najlepsze :) Również pozdrawiam

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...