wtorek, 14 października 2014

Wspomnienie lata - zbiory

Jeśli chodzi o zbiory to były obfite, sporo zapasów na zimę zrobiliśmy, głównie słodkich i zamkniętych w słoiczkach i butelkach ;) O smaku porzeczkowym, jabłkowym, malinowym i truskawkowym. Pyszne truskawki dostaliśmy od Utygan, nasza plantacja jeszcze malutka i do słoików już nie starczyło ;) W tym roku mieliśmy też gruszki, ale również na próbę. U nas jabłonki oraz grusze i śliwki obficie owocują co drugi rok i to jeszcze na zmianę, tak więc tym roku było pełno jabłek. Natomiast na naszych wiśniach nie było w tym roku nic a nic owoców. Był to dosyć wilgotny rok i wszystkie wiśnie chorowały. A inne drzewka i krzewy owocowe, które sadziliśmy jeszcze potrzebują czasu na wejście w owocowanie.

Czerwona porzeczka
Czarna porzeczka

Ten rok jest rokiem zupy botwinkowo-buraczkowej. Botwinka jeszcze jest, z nasionek które dostałam w wymianie od Mamalinki, ładnie rośnie i na jedną lub dwie porządne zupy będzie. Natomiast buraczki poszły wszystkie, nie było ich na tyle co by zapas na zimę zrobić.



W tym roku mieliśmy też pod dostatkiem wszelakiej sałaty i zieleniny:


Z pomidorków natomiast niewiele było, zaledwie kilka sztuk zanim choroba grzybowa wszystkie zabrała. Na szczęście sytuację uratowały koktajlówki w kilku odmianach oraz zapas jeszcze dwudziestu paru pół litrowych słoików przecieru pomidorowego z zeszłego roku ;)


Słodka w smaku odmiana "Black Cherry"

Papryki również wydały obfity plon, zarówno ostre jak i słodkie:


Było też kilka dyń arbuzów i melonów, co prawda niewielkie owoce, ale za to dosyć smaczne i aromatyczne:



Również wysiany z ciekawości rodzynek brazylijski wydał przyzwoity plon. Ma on charakterystyczny lekko słodki smak. Trochę dziwny, ale smaczny:


A co do charakterystycznych i wyraźnych smaków, kto zgadnie do zrobienia czego służą poniższe składniki? Oczywiście jednego głównego nie ma na zdjęciu, od razu byście odgadli ;)

Liście czarnej porzeczki, wiśni, koper, chrzan, czosnek - tego samego używała moja babcia, potem mama, a teraz ja
Na koniec pozostało mi jeszcze wspomnieć coś o zbiorach owsa, gdzie rok ten okazał się tragiczny dla większości upraw zbóż w mojej okolicy. Wiele zboża nie zostało w ogóle zebrane,  przez utrzymujący się bardzo wysoki poziom wód i opady w tym roku, ludzie nie byli w stanie wjechać w pole i nie ugrzęznąć. A ci co zebrali, mają zboże kiepskiej jakości, w tym i my. Było bardzo późno zebrane, w pierwszej połowie września i to będzie cud jeśli całe nie zgnije, bo część już spleśniała, ale wujo się uparł żeby zwieźć wilgotne, mimo że nie mamy warunków do dobrego dosuszenia takiego zboża. No cóż poradzić, bywa i tak. Za to jest jeden plus, mamy bardzo dobrej jakości słomo-siano ekologiczne. A dlaczego słomo-siano, bo zboża nie pryskamy, pozwalając mu rosnąć z chwastami :) Oczywiście żniwa były różne, bo u nas w okolicy są takie małe górki i doliny (bardziej wzniesienia i dołki) i z tą wilgotnością ziemi różnie bywa, zależnie od miejsca. Mimo wszystko żniwa odbyły się w dobrą i ładną pogodę (mimo, że termin opóźniony), słoma dobrze doschła, więc się ją sprasowało w kostki i zebrało. Idealna ściółka dla zwierząt, jak i dla mojej przyszłej planowanej uprawy grzybów na słomie. Mamy też wystarczający zapas owsa i pszenżyta z zeszłego roku, więc jest dobrze, nie musimy dokupywać. A zebranej słomy starczy na ścielenie naszego małego kurnika przynajmniej na 3 lata. Tak to jest z uprawą ziemi i ogródka, trzeba postawić na różnorodność i jeśli się da to zrobić zapasy na 2 lata lub dłużej. I tutaj wkrada się kolejna ważna dziedzina wiedzy, którą dopiero zgłębiam, a mianowicie - odpowiednie przetwarzanie i przechowywanie plonów ;)

Podczas zbierania kostek słomy. Ja prowadziłam, Sebastian zarzucał na wóz, a wujo układał. Potem z woza przerzucili ją na poddasze obory, gdzie jest sucho i przewiewnie, a następnego dnia na spokojnie je ułożyłam

14 komentarzy:

  1. Lubię słowo zbiory, kojarzy mi się z poczuciem bezpieczeństwa, jakie miał Robinson, gdy patrzył na kosze pełne kukurydzy:) Cos jest w naturze ludzkiej, co lubi robić zapasy. Piekne mieliście zbiory, co do zagadki, to jasne, ogórki robisz:D Kiszone, bo z chrzanem, on daje jędrność, mnie tez tak babcia uczyła. Pozdrowienia serdeczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też odczuwam takie poczucie bezpieczeństwa, patrząc na swoje zapasy :) I jeszcze takie poczucie radości, że samemu wszystko się wyhodowało, zebrało i przetworzyło. No może drzewka i krzewy dziadkowe nie, ale teraz ja o nie dbam i cały czas doglądam. Wspominając przy tym przyjemnie dziadków i mając ich żywy obraz w pamięci :)
      A co do zagadki to oczywiście masz rację ;)

      Usuń
  2. Gratuluję zapewne smacznych zbiorów -:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Cześć jedzona na bieżąco była przesmaczna. Przetwory mam nadzieję, że równie dobrze będą smakować.

      Usuń
  3. Fajnie Wam się udaje, mimo wszelkich przeciwieństw. Myśleliście o gryce? Moje zbiory z malutkiego zagonka wcale się nie udały (ptaszory wymłociły), ale widzę, że ludzie wokoło uprawiają sporo. Ja jednak pozostanę przy tym, co umiem i co mi się dobrze udaje - warzywa różnorakie oraz ziemniaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę się zastanawiałam nad gryką, ale to nie wiem czy wuja uda się przekonać. Może na niewielkim kawałku spróbujemy tak dla siebie trochę gryki wysiać. No właśnie ja mam mały problem z warzywami korzeniowymi, gdyż gleby trafiły mi się ciężkie i gliniaste. Jednak jest światełko w tunelu - w tym roku na malutkim kawałku spróbowaliśmy ziemniaków i cebuli uprawianych w słomie i bardzo ładnie wyrosły, bez żadnego dodatkowego nawożenia :) Aż się dziwiłam ich wielkością. A te które głębiej w glebę chciały wrosnąć były malutkie sztuki.
      A może znasz jakieś metody na rozluźnienie i spulchnienie ziemi?

      Usuń
  4. W sumie niezłe mieliście zbiory. Tak to jest , że nie zawsze jest na wszystko urodzaj. Twoja zagadka - to ogórki kiszone ale powyżej już Kalina dała odpowiedż. U nas w tym roku było dużo owoców. Wiśnie i brzoskwinia owocuje u nas co roku. Krzewów jeszcze nie mamy i warzywniaka też. Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niom, ogórki kiszone ;) I to jest piękne w uprawianiu ogórka, bo nawet jak mamy urodzaj i wszystkiego pod dostatkiem, to zawsze można coś dodać, spróbować nowych smaków i upiększyć :)

      Usuń
  5. I to jest właśnie najlepsze - swoje własne, doglądane, z miłością uprawiane. Dążę do tego, dożę i kiedyś osiągnę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę ci w tym kibicować. I ja od czasu do czasu czerpię z Twojego bloga inspirację ;)

      Usuń
  6. Świetne zbiory :)
    Czy możesz podpowiedzieć jak radziły sobie rodzynki brazylijskie? To bardzo zdrowy owocek :)
    Jak je hodowałaś ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te pod folią wspaniale urosły. Natomiast te pod gołym niebem, niewielkie krzaczki były. W sumie traktowałam je tak samo jak pomidory. Świetnie sobie poradziły, tak samo jak koktajlowe odmiany pomidorów, mimo, że tuż obok zwykłe, duże odmiany pomidorów padły z choroby grzybowej.

      Usuń
    2. ależ ja gapa! nie pomyślałam, żeby rodzynki dać do folii. u mnie wyrosły karłowate i w końcu nawet nie zdążyły dojrzeć. dzięki za podpowiedź, KuroNeczko :)

      Usuń
    3. Opłaca się pod folią trzymać, z tych wysadzonych w gruncie też mi takie wyszły, że nie zdążyłam podjeść. Nie dość, że małe krzaczki były, to owoce przestały dojrzewać wraz z nadejściem chłodów. A te dwa krzaczki pod folią, nadal ładne mam i owoce, te niezebrane jeszcze, ciągle dojrzewają :) Pogoda też sprzyja, na razie tylko kilka malutkich przymrozków było, nawet jeszcze część dalii wokół szklarni się trzyma i kwitnie.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...