wtorek, 29 kwietnia 2014

Uzupełnianie stada

Po kilku wizytach kun i lisów przez jesień i zimę nasze stadko bardzo zmalało. Dzikie drapieżniki coraz mniej boją się człowieka i kontaktu z nim. Wystarczy małe niedopatrzenie i korzystają z okazji bez większego strachu. Przynajmniej tyle, że jak wyganiałam raz kunę w nocy z kurnika i lisa późnym wieczorem (jeszcze nawet jasno było i drzwi kurnika otwarte) z zamkniętego wybiegu, to na mój widok z kijem od razu zaczęły uciekać i to bardzo szybko. Kurnik teraz dobrze zabezpieczony i od kilku tygodni żaden drób nie ucierpiał, ale to i tak trzeba na bieżąco, codziennie sprawdzać szczelność kurnika i wybiegu i zawsze na noc kury zamykać. Bo nawet 2 metrowa siatka w nocy to żadne wyzwanie dla lisa czy kuny, potrafią się doskonale wspinać, choć z kurą w zębach już nie wyjdą górą, za ciężko im będzie. W celu zabezpieczenia nabyliśmy też żywołapkę, znaczy klatkę zatrzaskową z możliwością nastawienia zanęty w postaci jakiegoś smakołyku dla lisów i kun. Ale oprócz 2 kotów nic się nie złapało, znaczy drapieżniki jak na razie straciły zainteresowanie naszym zwierzyńcem i nie zakradają się w nocy w pobliże kurnika ;)
A dzisiaj o 6.30 rano byliśmy na targu i dokupiliśmy 10 niosek siedmiotygodniowych i trochę podrośniętych 5 pisklaków kaczych :) A w maju planujemy jeszcze z 10 zielononóżek. Pisałam też kiedyś o leghornach, ale to planowałam jaja lęgowe kupić i pod kurkę włożyć, ale nie wiadomo czy 2 ostałe kurki będą chciały kwoczyć. Liczyłam na dobre kwoki z zeszłego roku, ale im się nie udało dotrwać do lata. Zobaczy się jak to będzie. Poniżej tylko jedno zdjęcie, bo kurki i kaczuszki nie chciały pozować, przestraszone nowym miejscem. Ale okazja jeszcze będzie ;)

 

Kurnik w środku został podzielony siatka na pół, aby przez około 1-2 tygodnie oswoiły się z nowym miejscem do spania i nie będą one puszczane w tym czasie na wybieg. Dopiero po jakimś czasie połączy się je z dotychczasowym stadkiem, ale od samego początku mają z nim kontakt wzrokowy. Łatwo mi to przeprowadzić w dotychczasowym kurniku, bo ma dwoje drzwi. A to dlatego, że kiedyś były tam dwa pomieszczenia dla cieląt przedzielone pośrodku ścianą (której już nie ma). Tak więc mam dwa oddzielne wejścia, co jest bardzo wygodne, gdy dokupuje się nowe sztuki.
A tak ogólnie to tydzień był bardzo pracowity, wszystko nagle przyśpieszyło i ładnie rośnie. Choć rzodkiewki i kapustę mam bardzo malutkie, i nie wiem czy coś z tego będzie. Najwyżej na targu kilka podrośniętych siewek kapusty dokupię, a rzodkiewek dosieję nową partię. W weekend udało nam się też zajrzeć do Ogrodu Na Końcu Świata. Bardzo fajnie nam się rozmawiało pomiędzy drobnymi pracami ogródkowymi m.in. o ziołach, zdrowym odżywianiu i innych wiedźmowych sprawach ;) Dostaliśmy również sporo ciekawych, ziołowych sadzonek. Oczywiście z pustymi rękami też nie pojechaliśmy ;) Wspaniale jest odwiedzać ludzi podobnie myślących i działających, wtedy można nabrać szerszego spojrzenia na siebie i do własnych działań :)))

wtorek, 22 kwietnia 2014

Segreguję i wysiewam nasiona

W pierwszej połowie kwietnia posiałam już większość roślinek, część do gruntu, część pod folią w doniczkach na rozsady. Aby nie pogubić się w tych wszystkich nasionkach mam system ich układania, a i co roku zyskuję nową doniczkę z kwiatami :P Tak więc zaczynam od podziału nasion na rośliny jadalne (w tym zioła) i ozdobne, a następnie układam według terminów wysiewu. Jeszcze na koniec zaznaczam kolorowymi karteczkami samoprzylepnymi trzy grupy - prosto do gruntu, do szklarni na rozsadę oraz szklarnia/grunt ( czyli można wcześniej pod osłony albo w późniejszym terminie wprost do gruntu).


Najwięcej mam warzyw , w tym przeważnie kilka odmian tej samej rośliny i ziół. A na końcu trochę ozdobnych, w tym staram sobie robić z nimi jak najmniej kłopotu i prawie wszystkie są do siania wprost do gruntu ;) Np. te marcowe nasionka już dawno wysiane w gruncie.


W tym roku najwięcej mam pomidorów i papryk oraz rożnych dyniowatych  (melonów, dyń i ogórków). Wszystkiego po kilka odmian, gdyż jestem na etapie testowania tego co najlepiej rośnie, biorąc pod uwagę moje metody naturalnych upraw. Sprawdzam też różne metody np. od mocno zachwaszczonej ziemi do całkiem wypielonej, ze ściółką i bez niej, z podlewaniem i bez niego, i tym podobne.. W różnych kombinacjach i ilościach ;) I po 3 sezonach samodzielnego gospodarowania, nadal bardzo wiele rzeczy mnie pozytywnie zaskakuje, i każdego roku odkrywam coś nowego. 
I wiecie co, po tych eksperymentach zaprzestałam jakiegokolwiek podlewania roślin.  Nasionka tyko raz zaraz po wysianiu na miejsce stałe do gruntu i przygotowane sadzonki tylko raz po przesadzeniu do gruntu. Chyba, że akurat jest kilka dni wyjątkowo sucho, to wtedy podlewam świeżo posadzone sadzonki jeszcze raz, do trzech razy. Podlewam regularnie tylko te w doniczkach i w szklarni. Czasem jeszcze na podniesionych nieco grządkach, ale to zależy od ich wysokości. Nawet udały mi się pomidory w dosyć suchej i słabej ziemi (wypielonej, bez ściółki), co prawda owoców nie było zbyt wiele, ale za to jakie aromatyczne i smaczne. W takiej uprawie główną rolę odgrywa żyzność ziemi oraz jej okrycie ściółką lub chwasty (ale takie które nie zagłuszają rośliny), nie może być to goła ziemia. W gołej ziemi rośliny bez podlewania bardzo słabo rosną, ale jednak rosną ;) Po prostu trzeba dać szansę roślinie zapuścić głęboko korzenie, tam gdzie słońce nie wysusza ziemi, a przy stałym podlewaniu korzenie "rozleniwiamy", a gdy są leniwe wystarczy 2 dni bez podlania i takie roślinki potrafią uschnąć.
Jeszcze można zastosować taki trik, który nie rozleniwi roślin co do podlewania - podlewać podczas deszczu, znaczy czasami jest tak, że popada kilka minut i ledwo co ziemia stanie się mokra, wtedy można podlać obficie rośliny bez żadnych obaw. Ten trik jest pomocny jeśli już przyzwyczailiśmy rośliny do podlewania, wtedy stopniowo się odzwyczajają, przywracając naturalne wyczuwanie nadchodzącego deszczu. A kiedy rośliny wyczuwają nadchodzący deszcz, to są całkowicie przygotowane do pobrania jak największej ilości wody potrzebnej im do przeżycia. Wiele wyjaśniła mi książka "Żyjący ogród" Johanny Paungger i Thomasa Poppe i to ona mnie zachęciła do własnych eksperymentów w tej kwestii ;) Zachęcam więc i ja Was.


Poniżej pozostawione małe poletko "chwastów" zanim miejsce zostanie wykorzystane pod warzywa. A na nim pyszna komosa biała, o której już pisałam wcześniej.




I jeszcze mieszanka sałat na cięty listek w skrzyneczce. Od kilku dni codziennie podjadam te pyszności, są chrupkie i soczyste. I się rozrastają, a ja ciągłym podjadaniem w sumie robię im przerywkę, hehe ;)


P.S. Dodałam też nowy gadżet "Obserwatorzy" pod "Moją listą blogów", aby Wam ułatwić dodawanie mnie do obserwowanych ;) Nie wiem jak wy, ale ja do tej pory robiłam to z pulpitu nawigacyjnego, zwyczajnie wpisując adres bloga. Pozdrawiam

wtorek, 15 kwietnia 2014

Mała relacja z targów

W sobotę byliśmy na targach w Kielcach. Bardzo, ale to bardzo fajne targi, polecam każdemu ;) Samo obejście wszystkiego wolnym spacerkiem, aby zorientować się gdzie co jest, zajęło nam 2 godziny. A potem chodziliśmy już tam gdzie się bardziej podobało, a na koniec małe zakupy i jeszcze do galerii, skoro już się było w większym mieście. Trochę zdjęć pocykałam i jak zwykle za dużo ciekawego, aby wszystko Wam przedstawić, wybrałam to co najbardziej mi się spodobało. Mam nadzieję, że również i Wam się spodoba :) Klikając na zdjęcia obejrzycie je powiększone.

Tak więc zaczynam, najpierw rękodzieło:



Na targach agroturystycznych nie mogło zabraknąć swojskiego jadła, było go pod dostatkiem dla każdego chętnego. Tylko dwa zdjęcia, gdyż więcej się próbowało jak fotografowało ;)


 I na koniec to co najciekawsze, czyli rośliny, rośliny i jeszcze raz rośliny :



 A spośród całego tego dobrodziejstwa poniżej moje skromne zakupy :)

 
Po lewo - mydleniec, evodia koreańska, paulownia, klon cukrowy, pięknotka, katalpa i jakiś mały kwitnący kaktusik. W środku - oman wielki, funkia, rabarbar malinowy, sasanka. I po prawo - rozmaryn srebrny (mniej aromatyczny jak zielony, ale za to zimujący w gruncie) i jakaś krzewinka z  czerwonymi owockami, gdzie niezapisana nazwa z pamięci uciekła :P Rabarbar i rozmaryn kupiłam już po powrocie z targów, na coniedzielnym targowisku.

piątek, 4 kwietnia 2014

Nowa szklarnia

Już od jakiego czasu mamy nową szklarnię foliową, z takich oto rurek niklowanych wykonaną:
 






Sebastian sam ją wykonał, ja mu tylko trochę pomagałam ;) Chcąc nie chcąc zadeptało sie trochę sałaty, nie mówiąc już o tym, że kury miały też kilka okazji podrapać ziemię, zanim założyło sie folię. Myślałam że nie wykiełkuje, ale jednak dała radę.


Te jaśniutkie listeczki to sałata, w tym  miejscu akurat w rządku się utrzymała. Teraz jak wiem gdzie jest, to trzeba będzie trochę wypielić chwaścików. Ale nie wszytskie, bo częśc z nich to całkiem smaczna komosa biała, inaczej lebioda, jej młode listki idealnie nadają się do sałatek, mają lekko słodkawy smak. Jest bogata w witaminę C i prowitaminę A, ma też dużo białka i węglowodanów. U mnie mówi się na nią łoboda, co prawda są to inne rośliny, ale należą do tej samej rodziny. Na surowo można jeść tylko młode listki, starsze liście i nasiona są ponoć trujące. Ponoć, bo po zjedzeniu jednego, dwóch wogóle mi nie smakowały i już nie jadałam wiecej starszych liści, objawów żadnych też nie miałam. Natomiast, aby pozbyć się substancji trujących starsze liście i nasiona się gotuje, a wodę po gotowaniu odlewa. Z nasion można przyrządzać mąkę i kaszę, osobiście jeszcze nie próbowałam zbierać nasion. Niektórzy nazywają ją szpinakiem dla ubogich, gdyż była dawniej pokarmem ratującym życie wielu ludziom, głównie na przednówku. U mnie komosy rośnie mnóstwo, sama się rozsiewa. Jest też bardzo dobrą rośliną pułapkową dla mszyc przy innych uprawach, więc warto ja mieć chociażby z tego powodu w ogrodzie, jeśli ktoś nie jest pewny jej jedzenia ;)

I jeszcze mieszanka różnych sałat (sałata siewna-dwie odmiany, rukola, szpinak) wysiana w skrzynce w szklarni:


A w chwili obecnej końcowy efekt wygląda tak:


Folię trzysezonową zakupiliśmy w sklepie ogrodniczym na metry. Wzieliśmy 10m (1m w zapasie, żeby był) z rolki o szerokości 8m. I zwyczajnie założyliśmy ją na rusztowanie, z deka naciągneliśmy i do ziemi jak na razie przytwierdziliśmy dosyć ciężkimi pustakami. Sama szklarnia ma wymiary 4x5m i w najwyższym punkcie prawie 2 metry wysokości. Próbę deszczu i wiatru już przeszła ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...