piątek, 4 lipca 2014

Pomidorami zachwaszczona szklarnia ;)

Za pierwszym razem był to przypadek - kury jesienią weszły do szklarni i podziobały ostatnie dojrzewające pomidory, które takie niedojedzone zostały już na ziemi. Oczywiście nie mogły zjeść jednego w całości, musiały wszystkie po trochu popróbować ;) I tak oto zostały nasionka w ziemi i ku mojemu zdziwieniu miałam już wiosną kilka samosiejek pomidorowych, w tym i nawet odmiany malinowej. Co prawda nie rosły w rządku, tylko tam gdzie wyrosły i już ich nie przesadzałam, były to naprawdę dobre pomidory, zarówno w smaku jak i wielkości. Teraz już celowo zostawiam kilka pomidorów na krzaczku, które zostają potem rozgniecione w ziemi. I w tym roku dżungla pomidorowa samosiejek mi wyrosła pod folią. Trzeba było tylko tak mniej więcej do połowy kwietnia motyczkować chwasty, a jak cieplej się zrobiło to zaczęły wybijać z nasionek pomidorki, same z siebie. Dobrze wtedy umieć odróżniać malutką roślinkę pomidorka od innych "chwastów" ;) Słowa "chwasty" używam tylko dla roślin, które rosną w miejscu gdzie nie chcę, żeby rosły. Bo tak naprawdę każda roślina jest na swój sposób pożyteczna lub wartościowa jako surowiec zielarski.



Najtrudniejsze było czekanie do około połowy maja na ich przesadzenie do gruntu. Niestety część z nich musiała być wyrwana, aby nie zacieniały za bardzo moich rozsad w różnych pojemnikach i doniczkach. Co ciekawe takim samosiejkom w ogóle nie przeszkadzał brak jakiegokolwiek podlewania, rosły bardzo szybko i były silne (hehe, a myślałam, że przynajmniej tak spowolnię ich wzrost). Nawet zaczęły przerastać wysianą do gruntu pod koniec marca sałatę. Większość z tych samosiejek to pomidorki koktajlowe, ale będą też i inne odmiany, dokładnie nie wiem jakie, ale po kształcie liści widać, że inne. Większość z nich przesadziłam do gruntu w pole po 15 maja, a część została po folią tam gdzie wyrosła, ale akurat w miejscu, które mi odpowiada.

Najpierw z ziemi do miski, a potem z miski do gruntu:


A tutaj zaraz po porządkach, plus 4 najstarsze i największe sadzonki pomidorów na pierwszy zbiór zaraz po wsadzeniu:


A obecnie wygląda to tak, plus kilka sałat zostawionych na nasionka:

  

Jak widać na zdjęciach nigdy tak dokładnie nie pielę grządek, zawsze trochę "chwasta" mi zostanie. Po pierwszym roku moich upraw, stwierdziłam iż dokładnie pielenie wszystkiego to syzyfowa praca. Ważne dla mnie jest tylko to, aby chwasty nie przerosły moich warzyw, co i tak nie zawsze mi się udaje w odpowiednim terminie, szczególnie po tym jak zwiększyłam powierzchnię upraw :P Dlatego też coraz bardziej przekonuję się do ściółkowania i upraw na wałach permakulturowych. W tym roku zastosowałam je na kilku grządkach i jestem bardzo zadowolona z efektu :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...