niedziela, 26 października 2014

Sesja zdjęciowa Arika

Po ostatnim poście zostałam zapytana:
- A gdzie Ari?
- Nie ma, nie mam żadnych fotek z nim z lata
- To koty fotografujesz, a Arika nie?
No i wyszło, że jestem kociara ;) Co prawda Ari, zwany również Arik, nie jest naszym psem, ale tak jakoś wyszło, że obecnie to ja go karmię i się nim zajmuję. Trzeba było więc zrobić sesję zdjęciową i pokazać jakim fajnym piesem jest :)

Przede wszystkim wesoły, rozbrykany i szczekliwy, czyli po prostu wulkan energii 






I jak, na którym zdjęciu model wyszedł najlepiej?

No przestań już robić zdjęcia temu psu, lepiej weź mnie na rączki ... Zobacz jakie puszyste futerko na zimę przygotowałem i jaki mięciutki jestem

poniedziałek, 20 października 2014

Zwierzaki

Także i zwierzaki korzystały w pełni z lata, wygrzewając ile się da w ciepłych promieniach słońca :)




Seniorka rodu, całkiem niepoważna jak na swój status ;) Mama pierwszego powyżej na zdjęciu kiciusia i babcia trzeciego

Kaczusie w pełni się opierzyły, stając się śnieżnobiałe. Chyba, że pada deszcz, to wtedy najlepszą zabawą jest taplanie się w błocie :)



Z naszej łąki korzystały też krowy pewnej starszej, bardzo pracowitej pani, w zamian za pyszne mleko od czasu do czasu:



wtorek, 14 października 2014

Wspomnienie lata - zbiory

Jeśli chodzi o zbiory to były obfite, sporo zapasów na zimę zrobiliśmy, głównie słodkich i zamkniętych w słoiczkach i butelkach ;) O smaku porzeczkowym, jabłkowym, malinowym i truskawkowym. Pyszne truskawki dostaliśmy od Utygan, nasza plantacja jeszcze malutka i do słoików już nie starczyło ;) W tym roku mieliśmy też gruszki, ale również na próbę. U nas jabłonki oraz grusze i śliwki obficie owocują co drugi rok i to jeszcze na zmianę, tak więc tym roku było pełno jabłek. Natomiast na naszych wiśniach nie było w tym roku nic a nic owoców. Był to dosyć wilgotny rok i wszystkie wiśnie chorowały. A inne drzewka i krzewy owocowe, które sadziliśmy jeszcze potrzebują czasu na wejście w owocowanie.

Czerwona porzeczka
Czarna porzeczka

Ten rok jest rokiem zupy botwinkowo-buraczkowej. Botwinka jeszcze jest, z nasionek które dostałam w wymianie od Mamalinki, ładnie rośnie i na jedną lub dwie porządne zupy będzie. Natomiast buraczki poszły wszystkie, nie było ich na tyle co by zapas na zimę zrobić.



W tym roku mieliśmy też pod dostatkiem wszelakiej sałaty i zieleniny:


Z pomidorków natomiast niewiele było, zaledwie kilka sztuk zanim choroba grzybowa wszystkie zabrała. Na szczęście sytuację uratowały koktajlówki w kilku odmianach oraz zapas jeszcze dwudziestu paru pół litrowych słoików przecieru pomidorowego z zeszłego roku ;)


Słodka w smaku odmiana "Black Cherry"

Papryki również wydały obfity plon, zarówno ostre jak i słodkie:


Było też kilka dyń arbuzów i melonów, co prawda niewielkie owoce, ale za to dosyć smaczne i aromatyczne:



Również wysiany z ciekawości rodzynek brazylijski wydał przyzwoity plon. Ma on charakterystyczny lekko słodki smak. Trochę dziwny, ale smaczny:


A co do charakterystycznych i wyraźnych smaków, kto zgadnie do zrobienia czego służą poniższe składniki? Oczywiście jednego głównego nie ma na zdjęciu, od razu byście odgadli ;)

Liście czarnej porzeczki, wiśni, koper, chrzan, czosnek - tego samego używała moja babcia, potem mama, a teraz ja
Na koniec pozostało mi jeszcze wspomnieć coś o zbiorach owsa, gdzie rok ten okazał się tragiczny dla większości upraw zbóż w mojej okolicy. Wiele zboża nie zostało w ogóle zebrane,  przez utrzymujący się bardzo wysoki poziom wód i opady w tym roku, ludzie nie byli w stanie wjechać w pole i nie ugrzęznąć. A ci co zebrali, mają zboże kiepskiej jakości, w tym i my. Było bardzo późno zebrane, w pierwszej połowie września i to będzie cud jeśli całe nie zgnije, bo część już spleśniała, ale wujo się uparł żeby zwieźć wilgotne, mimo że nie mamy warunków do dobrego dosuszenia takiego zboża. No cóż poradzić, bywa i tak. Za to jest jeden plus, mamy bardzo dobrej jakości słomo-siano ekologiczne. A dlaczego słomo-siano, bo zboża nie pryskamy, pozwalając mu rosnąć z chwastami :) Oczywiście żniwa były różne, bo u nas w okolicy są takie małe górki i doliny (bardziej wzniesienia i dołki) i z tą wilgotnością ziemi różnie bywa, zależnie od miejsca. Mimo wszystko żniwa odbyły się w dobrą i ładną pogodę (mimo, że termin opóźniony), słoma dobrze doschła, więc się ją sprasowało w kostki i zebrało. Idealna ściółka dla zwierząt, jak i dla mojej przyszłej planowanej uprawy grzybów na słomie. Mamy też wystarczający zapas owsa i pszenżyta z zeszłego roku, więc jest dobrze, nie musimy dokupywać. A zebranej słomy starczy na ścielenie naszego małego kurnika przynajmniej na 3 lata. Tak to jest z uprawą ziemi i ogródka, trzeba postawić na różnorodność i jeśli się da to zrobić zapasy na 2 lata lub dłużej. I tutaj wkrada się kolejna ważna dziedzina wiedzy, którą dopiero zgłębiam, a mianowicie - odpowiednie przetwarzanie i przechowywanie plonów ;)

Podczas zbierania kostek słomy. Ja prowadziłam, Sebastian zarzucał na wóz, a wujo układał. Potem z woza przerzucili ją na poddasze obory, gdzie jest sucho i przewiewnie, a następnego dnia na spokojnie je ułożyłam

wtorek, 7 października 2014

Wspomnienie lata

Lato już za nami, wiele planowanych postów nie zdołałam napisać, więc postanowiłam w ogólnym zarysie podzielić się z Wami latem ;) A planowane, tematyczne posty powoli nadrobię jesienno-zimową porą. Tak więc zaczynam kwiatowo:

Chaber
Jeżówka
Słonecznik jadalny
Łąka na naszej ziemi siedliskowej ;)
Łąka na naszej ziemi siedliskowej ;)
Uprawiany przez nas owies
 Poniżej moja jedyna w tym roku zaplanowana rabata kwiatów jednorocznych, wokół szklarni foliowej:



Składająca się z dalii, astrów, mieczyków i kilku odmian bazylii, w tym dobrze widocznej na zdjęciu - purpurowej. Ponieważ kwiaty urosły i kwitły ponad moje oczekiwania, już na przyszły rok planuję więcej takich kwiatowo-ziołowych rabatek :)
Sporo różnych ziół udało mi się też w tym roku ususzyć, w tym moją ulubioną odmianę bazylii, bazylię cynamonową:


Większość ziół suszyłam w pęczkach, na sznurkach rozpiętych nad naszym piecem, a kwiaty i mniejszje zioła w przewiewnym wiklinowym koszyku:



Pod koniec sierpnia wybraliśmy się na Świętokrzyskie Święto Pszczoły do Bałtowa (od nas 17 km drogi), gdzie można było spotkać bardzo wielu pszczelarzy, a także zaopatrzyć się w najróżniejsze produkty pszczele, jak i również wszelakie specyfiki z ich udziałem. W bałtowskim Parku Jurajskim stałą, dosyć ciekawą ekspozycją jest również skansen pszczeli:


 Tak więc lato mijało spokojnie i pracowicie :)

Widok na gospodarstwo i sad od strony pola

Ciąg dalszy "wspomnień lata" nastąpi w kolejnym poście.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...