czwartek, 25 czerwca 2015

Lecznicza maść z żółtych tulipanów

Kilka lat temu, zanim jeszcze zamieszkałam na wsi, czytając różne gazety i książki, wpadł mi w ręce artykuł Stefanii Korżawskiej "Pospolite ruszenie przeciw nowotworom i innym chorobom". Moją uwagę przykuła maść z żółtych tulipanów według starej chińskiej receptury i prostota jej wykonania. Tak więc wykonałam ową "maść" z użyciem oleju. W przyszłym roku zamierzam wykonać prawidłową w konsystencji maść, z dodatkiem spirytusu. Taką można przechowywać kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt lat. Z wyrobieniem maści zwlekałam, gdyż chciałam mieć swoje, czyste ekologicznie tulipany, gdyż do jej zrobienia używa się całych roślin, razem z cebulami (z odciętymi korzeniami). W przyszłym roku będę miała już wystarczającą ilość własnych cebulek żółtych tulipanów, więc jeśli i czas będzie, to i druga maść powstanie ;)


Poniższy fragment pochodzi z miesięcznika „Nieznany Świat” nr 11 z 2009 roku, z artykułu "Pospolite ruszenie przeciw nowotworom i innym chorobom" Stefanii Korżawskiej:

"Doskonale pamiętam, jak tato w cudowny sposób wyleczył rozlewający się, olbrzymi guz na ręku pewnej kobiety. Gdy na nic się nie zdały fachowe zalecenia i groziła amputacja ręki, zrozpaczona chora zwróciła się o pomoc do mojego ojca. On zaś zaordynował wówczas maść z tulipana przeciw guzkom nowotworowym.

A oto przepis na nią: Cebulki (bez korzeni), liście, łodygi, kwiaty z dwóch żółtych tulipanów, garść liści babki lancetowatej, 5 liści szczawiu końskiego (kobylaku) – wszystko dokładnie umyć, osączyć, drobno pokroić, wsypać do słoika, wlać pół litra oleju lnianego, postawić na słońcu. Latem eliksir może stać na balkonie, od jesieni do wiosny na parapecie. Energia słońca wzmocni jego działanie. Nie przecedzać, odlewać tylko tyle, ile w danej chwili potrzebujemy.

Wspomniana przeze mnie kobieta kilka razy dziennie przemywała rozlewający się guz mocnym wywarem z krwawnika, a następnie smarowała maścią z tulipana. Natomiast do wewnątrz ojciec zalecił jej popijanie herbatki ziołowej, która wspaniale oczyszcza krew.

A oto przepis na nią: Bierzemy 50 g ziela bratka polnego i 50 g liścia orzecha włoskiego. Zioła te mieszamy w następującej proporcji: 4 łyżki ziół należy wsypać do garnka, następnie wlać do niego 5 szklanek wody, całość zagotować, naciągać przez 15 minut, później przecedzić i pić ciepłe w ciągu dnia , najlepiej łykami.

Po tygodniu takiej kuracji guz zaczął się zmniejszać, a po miesiącu stan chorej był już na tyle dobry, że wykopywała ona ziemniaki motyką.

Od tamtej pory minęło ponad 40 lat, a kobieta, którą ojciec uratował, jest już staruszką. Gdy spotkałam ją po wielu latach, z rozrzewnieniem opowiadała mi, że zawdzięcza zdrowie mojemu ojcu. Przede wszystkim jednak ziołom, które oczyściły krew, odbudowały jej zdrową strukturę, zaś zdrowa krew zaczęła najpierw zbierać zanieczyszczenia, a później budować zdrowe ciało. Wszystko odbyło się według mądrych praw Natury.

Taki ziołowy olej mój ojciec stosował na wszystkie niegojące się rany, brodawki, kurzajki, zgrubienia na skórze, guzki.
A teraz o innej maści, która w wielu przypadkach likwiduje mięśniaki, pomaga przy torbielach, rozprawia się z różnymi guzkami, naroślami.

Aby ją zastosować, cebulki (bez korzeni), liście, łodygi, kwiaty z 10 żółtych tulipanów należy przekręcić przez maszynkę do mięsa. Następnie ususzyć, później zaś spalić 20 młodych gałązek dębu wraz z liśćmi. Otrzymany popiół powinniśmy połączyć z miazgą tulipanową i zakonserwować wódką – trzeba dolać tyle, żeby otrzymać konsystencję maści.

W tamtych czasach na wsi nikt nie badał guzków, trudno więc obecnie stwierdzić, czy były one złośliwe czy łagodne. Pewne natomiast jest, że tak przygotowana maść miała cudowne działanie, gdyż guzki znikały i nawet najstarszy człowiek na wsi nie pamięta, żeby ktoś z ich powodu umarł.


Po wielu latach, gdy już byłam studentką, kupiłam ojcu w Warszawie książkę ziołoleczniczą. Czytał ją bardzo starannie i jakież było jego zdziwienie, gdy zauważył w nowej książce przepis na maść z tulipana. Dowiedział się również, że maść tę stosowali chińscy żołnierze. Służyła im ona do usuwania odłamków z rany i innych części metalowych tkwiących w ciele. Oznacza to, że chińska maść z tulipana przeszła długą drogę. Traktowana jako cudowne lekarstwo na guzki przedostawała się z rąk do rąk, z kraju do kraju, z kontynentu na kontynent, aż dotarła do Polski. Tu została nieco zmodyfikowana i dostosowana do rodzimych chorób oraz warunków.

A oto kolejny tego typu przepis, który warto wypróbować: Korę z brzozy ususzyć i spalić na popiół. Cebulkę (bez korzeni) i część naziemną żółtego, nierozwiniętego tulipana utrzeć na miazgę. Połączyć z popiołem w proporcji 1:1, przełożyć do słoika i zakonserwować wódką. Lek powinien mieć konsystencję pasty. Może być przechowywany przez kilkanaście lat.

Chińczycy do tej maści stosowali korę brzozową. Brzoza to drzewo miłości, jest jak kochająca matka, swoim ciepłem i dobrą energią leczy ludzkie choroby.

Dlaczego zaś Polacy dodali do tego dąb? Bo ten ma siłę olbrzyma, inteligencję króla. Dąb to drzewo królewskie. W Europie z jego młodych gałązek sporządzano winko przeciwnowotworowe.

Maść z tulipana polecam chorym od wielu lat. Przepis podany przeze mnie w książce Choroby, które możesz wyleczyć sam jest przekazywany coraz dalej wszystkim potrzebującym. Każdej wiosny, gdy tylko zakwitają żółte tulipany, ludzie przystępują do wykonywania z nich mikstury, by na wszelki wypadek mieć ją w domu."

Znalazłam też przedruk całego artykułu na stronie internetowej, można przeczytać tutaj - Pospolite ruszenie ;)

wtorek, 9 czerwca 2015

Rozmnażanie tulipanów

Tulipany można rozmnażać na dwa sposoby - z nasion i z cebulek przybyszowych. Z nasion można uzyskać ciekawe krzyżówki, a z cebul przybyszowych uzyskamy rośliny identyczne z rośliną mateczną. Ja z nasion jeszcze nie próbowałam, może kiedyś znajdę więcej czasu na taką zabawę. Natomiast w tym roku moje tulipany rozrosły się na tyle, że doczekały się wykopania. Cebulki tulipanów na rozmnożenie i rozsadzenie wykopuje się w czerwcu, kiedy to liście zaczynają już żółknąć i zamierać. Dobrze jeszcze zaraz po przekwitnięciu kwiatu, uciąć łodyżkę, zostawiając liście do czasu wykopania z ziemi. Wzmocni to cebule i roślina nie będzie kierować swych sił na zawiązywanie nasion. Potem delikatnie otrzepujemy z ziemi i lekko podsuszamy luźno ułożone w przewiewnym miejscu. Przechowujemy w otwartym pojemniku lub torebce przepuszczającej powietrze, aż do momentu ich wysadzenia do jesieni. Ot i cała filozofia ;) W podobny sposób można potraktować inne rośliny cebulowe kwitnące wiosną.

Cebulki zaraz po wykopaniu:


W brązowej doniczce czerwone i żółte, a w czarnej "inne"
Cebulki z jednego niegdyś tulipana, którym byłoby już za ciasno w następnym roku

Najbardziej popularne u nas w okolicy są czerwone i żółte tulipany, tych mam najwięcej. Zdjęć tylko 4 - poglądowe :P  :





Jakiś czas temu zainteresowałam się też bardziej kolorowymi okazami i jestem zadowolona z tego jak pięknie kwitną:









Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...