czwartek, 22 czerwca 2017

Początek lata

Lato przyszło szybko i niespodziewanie ;) Pod koniec maja miałam opóźnienie w "grafiku", jednak mimo nadwyrężonych rąk i pleców dałam radę powysadzać sadzonki do pierwszej połowy czerwca. Teraz mam mały odpoczynek, ale lada moment rozpocznę kolejne siewy na rozsady, głównie kwiatów i ziół, dwuletnich i wieloletnich. No i niekończące się plewienie i ściółkowanie, ale to już mogę uznać za coś stałego w mojej pracy ;)

Żeby nie pominąć, to wspomnę o tym na początku, a potem wrócimy do ogrodowych tematów. Pewnie niektórzy z Was zastanawiali się co uczyniłam ze swoimi kurkami i dlaczego nic o nich nie wspominam. Otóż kurki niemal dokładnie rok temu pojechały w daleki świat i zostały modelkami ;) Możecie je obejrzeć tutaj Notatka od-ZWIERZĘCA

 Na początek pierwsze zbiory i maciupeńkie roślinki na rozsady. Pewnie dopiero za rok będą na tyle duże, że będziecie co mieli podziwiać na zdjęciach. A teraz musicie mi uwierzyć na słowo, że tam coś zostało wsadzone. Jedynie podczas podlewania wyłaniają się rządki, a podlewać muszę dopóki roślinki nie rozwiną głębszego systemu korzeniowego. Mam tutaj bardzo piaszczystą i przepuszczalną ziemię, na ile mam materiału to rozkładam ściółkę, która rzeczywiście się sprawdza w utrzymywaniu wilgoci w ziemi.

Sałata i rzodkiewki spod foliaczka. Posiałam trzy kwaterki, na których w tym momencie już rosną pomidory

Dynie i ogórki.

Kukurydza (i 2 nasturcje), muszę przyznać, że w tym momencie ma znaczną przewagę w stosunku do wysianej wprost do gruntu.

Zostawiona przez poprzednią właścicielkę górka kompostu, która bardzo się przydała jako ściółka. Wyszło jej kilkanaście taczek.

Tuż po podlaniu widać rządki. Wokół sadzonek tworzę dołek, który wypełniam wodą ile się da, co bardzo usprawnia wsiąkanie wody aż do głębszych korzeni, przez co nie ma potrzeby codziennego podlewania nawet na piaszczystej glebie.

Troszkę już zarosło, lada chwila czeka mnie plewienie.


Kolejne poletka, dopóki roślinki nie podrosną ciężko podsypać je grubszą warstwą ściółki:

Na pierwszym planie, jeśli można tak powiedzieć, są ogórki dynie i ziemniaczki.

Dynie czekające na sciółkę.

Również dynie oraz kukurydza z rozsady, a za nią praktycznie nie widoczna kukurydza z siewu.

A tutaj jak widać, zostawiłam wysepki kocanek piaskowych, polubiłam tą roślinkę. Zresztą lubię zostawiać "chwasty" w grządkach, przynajmniej dopóki nie zagłuszają mi roślin "uprawnych". A nawet wyrywane chwasty zostawiam w miejscu gdzie wyrwałam, stopniowo w ten sposób ściółkując glebę.


Zajrzyjmy jeszcze w tym wpisie pod foliaczka ;)



Naszykowane do kolejnych siewów doniczki, zostawiłam na nie dwie "kwaterki".
I jeszcze jedna kwaterka sałaty, do podjadania. Kolejne rosną już rosną poza folią i dopiero za jakiś czas będzie można je podjadać. Co prawda na zdjęciu nie widać, ale już pomiędzy tą sałatą rosną dwie sadzonki arbuzów, więc w przeciągu kilku dni sałata zniknie, ustępując im miejsca.

A przed foliaczkiem taki widok, choć w tej ściółce i przez "rośliny towarzyszące" prawie nie widać moich upraw:


Kto zauważył pomidory? :)
I kilka migawek z dzisiejszego dnia :)

Rabatka przed domem.

Mikołajek alpejski

Tam gdzie było dużo kamyczków w glebie urządziłam skalniak, zapraszając rojniki i rozchodniki. Są to nie tylko ładne rośliny bardzo dobrze znoszące suszę, są również jadalne i posiadają właściwości lecznicze podobne do aloesu.

Tam gdzie w tym roku nie damy rady wprowadzić upraw zostawiliśmy dziką łąkę, której nie będziemy kosić, dopóki nie jest to potrzebne.

Mimo poźnych w tym roku przymrozków, będzie trochę porzeczek. Mam nadzieję, że więcej jak truskawek, których mieliśmy dosłownie na próbę.

Jeden zbiornik na deszczówkę już zamontowany, kolejny jeszcze czeka.

Na kompostowniku wykiełkowały dynie.

Kilkadziesiąt litrów gnojówki z pokrzywy i skórek bananowych (za mało mam jeszcze żywokostu). Od czasu do czasu dobrze jest wzbogacić ziemię, szczególnie przy świeżo założonych uprawach.

Kwitnący lubczyk.

Liliowce, które zakwitły wraz z nadejściem lata.

Zakwitły też aksamitki samosiejki, a moje z rozsady jeszcze nie kwitną.

Jeszcze o tym nie mówiłam, ale w tym roku musieliśmy pożegnać naszą jedenastoletnią burą kicię, przez niewydolność nerek. Nadal za nią tęsknię.

Mimo, że była kotem pół-dzikim na dworzu, ostatnie chwile spędziła jak najbliżej nas. Wybaczcie mi jej posłanie, ale musiało być jednorazowe do zabrudzenia, a potem znowu coś świeżego i czystego.

Jednak życie idzie do przodu i pojawił się u nas nowy kocurek przybłęda. Ponoć już prawie 2 lata błąkał się po wsi i był dziki, tak mówili sąsiedzi. Że prawdopodobnie ktoś go porzucił w lesie, ponoć często się to tutaj zdarza - mała wieś w środku lasu. Nie rozumiem takiego postępowania, ale nie chcę się o tym rozpisywać ....

U nas nie było żadnych psów, więc kotek zaczął nas odwiedzać coraz częściej, może przez smakołyki w misce, które czasem nasze koty zostawiały. Po pół roku stał się naprawdę cudownym i miziastym kotem, przesiaduje też u nas prawie cały dzień. Podejrzewam, że ktoś już musiał go kiedyś głaskania nauczyć, tak ładnie nadstawia główkę jak się go dotknie.  Z naszym łaciatkiem jeszcze średnio się dogaduje, ale jest już rozejm przy jedzeniu, mimo że ciągle na nowego kolegę syczy i trzyma dystans. Za to rudasek jest bardzo grzeczny i nie syka, choć czasem nie wytrzyma "zaczepek" i jest mała bójka. Ech, te moje rozpieszczone kocisko, które chce być tym jedynym :)





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...